Maria Rybacka: Różnice pomiędzy wersjami

Z Polkopedia
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Linia 13: Linia 13:
== Osobiste przemyślenia ==
== Osobiste przemyślenia ==
Gdy piszę ten wpis, myślę o mojej ciotecznej babce, Karolinie "Karusi" Lubliner-Mianowskiej, też harcerce, urodzonej w roku 1899. Była Żydówką. Przetrwała wojnę ukrywając się najpierw w Krakowie w Muzeum Fizjograficznym, a potem, pod zmienionym nazwiskiem, w Konstancinie koło Warszawy, gdzie harcerki prowadziły schronisko dla sierot wojennych. Karusia pracowała tam jako osoba zajmująca się zaopatrzeniem i ogrodniczka (była botaniczką i już przed wojna zdobyła tytuł doktorki nauk przyrodniczych). Pisałam o niej na blogu [https://ewamaria.blog/category/karolina-lubliner-mianowska/ ewamaria.blog], gdzie również publikowałam jej wspomnienia z pracy w Konstancinie. Jeśli Maria była harcerką i należała do drużyny "Młody las", musiała być osobą bliską duchem Karusi. Karusia zawsze mówiła, że są ludzie, którzy lubią góry i ludzie, którzy lubią morze, a ona najbardziej lubi las. Nawet pseudonim konspiracyjny przybrała sobie leśny - nazwała się "Bukowa jagoda".   
Gdy piszę ten wpis, myślę o mojej ciotecznej babce, Karolinie "Karusi" Lubliner-Mianowskiej, też harcerce, urodzonej w roku 1899. Była Żydówką. Przetrwała wojnę ukrywając się najpierw w Krakowie w Muzeum Fizjograficznym, a potem, pod zmienionym nazwiskiem, w Konstancinie koło Warszawy, gdzie harcerki prowadziły schronisko dla sierot wojennych. Karusia pracowała tam jako osoba zajmująca się zaopatrzeniem i ogrodniczka (była botaniczką i już przed wojna zdobyła tytuł doktorki nauk przyrodniczych). Pisałam o niej na blogu [https://ewamaria.blog/category/karolina-lubliner-mianowska/ ewamaria.blog], gdzie również publikowałam jej wspomnienia z pracy w Konstancinie. Jeśli Maria była harcerką i należała do drużyny "Młody las", musiała być osobą bliską duchem Karusi. Karusia zawsze mówiła, że są ludzie, którzy lubią góry i ludzie, którzy lubią morze, a ona najbardziej lubi las. Nawet pseudonim konspiracyjny przybrała sobie leśny - nazwała się "Bukowa jagoda".   
[[Plik:ZapisoRybackiej.png|alt=Wzmianka o Marii Rybackiej w publikacji nt. działalności harcerek polskich podczas wojny.|mały|Wzmianka o Marii Rybackiej w publikacji nt. działalności harcerek polskich podczas wojny.]] 


Myślę o tym, jak niewielkie szanse przetrwania miały osoby zaangażowane w konspiracji antyniemieckiej. Im bardziej zajmuję się losami kobiet z Plötzensee, tym bardziej wiem, że tym, że jedne przeżyły, a inne nie, rządził tylko i wyłącznie przypadek. Nie dało się w żaden sposób przewidzieć, że polska harcerka w Berlinie zginie tragiczną śmiercią, a polska Żydówka w Warszawie przetrwa wojnę. Tych przypadków musiało się zresztą zdarzyć kilka, odpowiadały za uwięzienie, przetrwanie, uwolnienie lub śmierć. Osoby aresztowane rzadko były złapane na gorącym uczynku pracy konspiracyjnej, najczęściej uwięzienie dokonywało się wskutek donosu. Tak zostało aresztowanych wiele osób z Plötzensee, w tym Irena Bobowska i jej towarzysze z redakcji ''Pobudki'' w Poznaniu, a w mojej rodzinie - brat Karusi, Wiktor, jego żona i 14-letnia córka. Również to, co się z nimi działo po aresztowaniu było dziełem przypadku. [[Irena Bobowska (PL)|Irena Bobowska]] i trzy inne osoby zostały osadzone, przewiezione do Berlina, tu osądzone i zabite. Taki sam los spotkał Marię Rybacką. Karusia nigdy nie trafiła do więzienia, jej brat został wywieziony do obozu w Stutthofie i przetrwał zimowy marsz śmierci, jego żonę i córkę AK zdołało wykupić z więzienia. Ile razy i gdzie Wszechwładny Przypadek decydował, że Wiktor, dowódca odcinka tzw obroży, czyli systemu konspiracyjnego otaczającego Warszawę, instruktor wojskowy oddziałów podchorążych, i na dodatek Żyd, przeżył, a nie przeżyła Irena, sparaliżowana dziewczyna, która w swym krótkim życiu wydała wraz z kilkorgiem innych ludzi 9 numerów nielegalnej gazety, liczącej kilka stron i przepisywanej na maszynie w kilkudziesięciu egzemplarzach?  Albo [[Bronisława Czubakowska (PL)|Bronisława Czubakowska]], młoda kobieta, która wrzuciła niedopałek papierosa do kosza na śmieci w łazience jakiegoś niemieckiego zakładu produkcyjnego? Albo [[Weronika Augustyniak|Weronika Augustyniak,]] kobieta, która dała kawałek chleba uciekinierowi z łagru? Wydaje się, że nie istniały kryteria, za co Niemcy aresztowali Polaków, za co ich więzili, za co zwalniali lub skazywali na śmierć. Nie było hierarchii wykroczeń, przestępstw, zbrodni. Za wszystko mogła człowieka spotkać kara śmierci, wystarczyło, że prokurator, sędzia, albo donosiciel uznali, że oskarżony dopuścił się zdrady stanu. Szklanka wody dla uciekiniera była równie ciężką zbrodnią przeciw bezpieczeństwu Tysiącletniej Rzeszy, co atak z bronią w ręku na niemieckiego gubernatora. Żadna z kobiet straconych w Plötzensee nie dokonała zresztą udanego zamachu na wysokiego funkcjonariusza niemieckiego. Nawet jeśli rzeczywiście działały w konspiracji, bo część z nich rzeczywiście brała w niej czynny udział, ich czyny nie były wielkie, tylko tak, jak to zawsze funkcjonuje, były drobną częścią systemu oporu. Na tym to polega. Sieć konspiracyjna, to rzadko są efektowne zamachy, napady i ucieczki, to przede wszystkim drobna żmudna działalność dziesiątków, setek i tysięcy osób. Ale bez nich nie byłoby ruchu oporu. Bez nich poddalibyśmy się biernie okupantowi i do dziś stałoby to nam w gardle.  
Myślę o tym, jak niewielkie szanse przetrwania miały osoby zaangażowane w konspiracji antyniemieckiej. Im bardziej zajmuję się losami kobiet z Plötzensee, tym bardziej wiem, że tym, że jedne przeżyły, a inne nie, rządził tylko i wyłącznie przypadek. Nie dało się w żaden sposób przewidzieć, że polska harcerka w Berlinie zginie tragiczną śmiercią, a polska Żydówka w Warszawie przetrwa wojnę. Tych przypadków musiało się zresztą zdarzyć kilka, odpowiadały za uwięzienie, przetrwanie, uwolnienie lub śmierć. Osoby aresztowane rzadko były złapane na gorącym uczynku pracy konspiracyjnej, najczęściej uwięzienie dokonywało się wskutek donosu. Tak zostało aresztowanych wiele osób z Plötzensee, w tym Irena Bobowska i jej towarzysze z redakcji ''Pobudki'' w Poznaniu, a w mojej rodzinie - brat Karusi, Wiktor, jego żona i 14-letnia córka. Również to, co się z nimi działo po aresztowaniu było dziełem przypadku. [[Irena Bobowska (PL)|Irena Bobowska]] i trzy inne osoby zostały osadzone, przewiezione do Berlina, tu osądzone i zabite. Taki sam los spotkał Marię Rybacką. Karusia nigdy nie trafiła do więzienia, jej brat został wywieziony do obozu w Stutthofie i przetrwał zimowy marsz śmierci, jego żonę i córkę AK zdołało wykupić z więzienia. Ile razy i gdzie Wszechwładny Przypadek decydował, że Wiktor, dowódca odcinka tzw obroży, czyli systemu konspiracyjnego otaczającego Warszawę, instruktor wojskowy oddziałów podchorążych, i na dodatek Żyd, przeżył, a nie przeżyła Irena, sparaliżowana dziewczyna, która w swym krótkim życiu wydała wraz z kilkorgiem innych ludzi 9 numerów nielegalnej gazety, liczącej kilka stron i przepisywanej na maszynie w kilkudziesięciu egzemplarzach?  Albo [[Bronisława Czubakowska (PL)|Bronisława Czubakowska]], młoda kobieta, która wrzuciła niedopałek papierosa do kosza na śmieci w łazience jakiegoś niemieckiego zakładu produkcyjnego? Albo [[Weronika Augustyniak|Weronika Augustyniak,]] kobieta, która dała kawałek chleba uciekinierowi z łagru? Wydaje się, że nie istniały kryteria, za co Niemcy aresztowali Polaków, za co ich więzili, za co zwalniali lub skazywali na śmierć. Nie było hierarchii wykroczeń, przestępstw, zbrodni. Za wszystko mogła człowieka spotkać kara śmierci, wystarczyło, że prokurator, sędzia, albo donosiciel uznali, że oskarżony dopuścił się zdrady stanu. Szklanka wody dla uciekiniera była równie ciężką zbrodnią przeciw bezpieczeństwu Tysiącletniej Rzeszy, co atak z bronią w ręku na niemieckiego gubernatora. Żadna z kobiet straconych w Plötzensee nie dokonała zresztą udanego zamachu na wysokiego funkcjonariusza niemieckiego. Nawet jeśli rzeczywiście działały w konspiracji, bo część z nich rzeczywiście brała w niej czynny udział, ich czyny nie były wielkie, tylko tak, jak to zawsze funkcjonuje, były drobną częścią dużego i skomplikowanego systemu oporu. Na tym to polega. Sieć konspiracyjna, to rzadko są efektowne zamachy, napady i ucieczki jak na filmach przygodowych, to przede wszystkim drobna żmudna działalność dziesiątków, setek i tysięcy osób. Ale bez nich nie byłoby ruchu oporu. Bez nich poddalibyśmy się biernie okupantowi i do dziś stałoby to nam ością w gardle.  


== Piosenka ==
== Piosenka ==

Wersja z 20:32, 20 maj 2026

Autorka: Ewa Maria Slaska

Maria Rybacka
Maria Rybacka

Rysunek: Anna Krenz


Maria Rybacka (lub Rybicka), ur. 29.06.1922, została wraz z Jadwigą Neumann wymieniona u Jerzego Ślaskiego jako przedwojenna mieszkanka Berlina, członkini Związku Harcerstwa Polskiego w Niemczech, stracona w Plötzensee.

Być może jest to harcerka z drużyny „Młody Las”, od 1943 r. - ochotniczka, a być jest to zupełnie inna osoba, a mianowicie urodzona cztery lata wcześniej, 13.09.1918, kobieta, która uchylała się w Łodzi od pracy przymusowej

Dlatego wykonany przez Annę Krenz portret jest po prostu portretem młodej kobiety sprzed 80 lat.

Osobiste przemyślenia

Gdy piszę ten wpis, myślę o mojej ciotecznej babce, Karolinie "Karusi" Lubliner-Mianowskiej, też harcerce, urodzonej w roku 1899. Była Żydówką. Przetrwała wojnę ukrywając się najpierw w Krakowie w Muzeum Fizjograficznym, a potem, pod zmienionym nazwiskiem, w Konstancinie koło Warszawy, gdzie harcerki prowadziły schronisko dla sierot wojennych. Karusia pracowała tam jako osoba zajmująca się zaopatrzeniem i ogrodniczka (była botaniczką i już przed wojna zdobyła tytuł doktorki nauk przyrodniczych). Pisałam o niej na blogu ewamaria.blog, gdzie również publikowałam jej wspomnienia z pracy w Konstancinie. Jeśli Maria była harcerką i należała do drużyny "Młody las", musiała być osobą bliską duchem Karusi. Karusia zawsze mówiła, że są ludzie, którzy lubią góry i ludzie, którzy lubią morze, a ona najbardziej lubi las. Nawet pseudonim konspiracyjny przybrała sobie leśny - nazwała się "Bukowa jagoda".

Wzmianka o Marii Rybackiej w publikacji nt. działalności harcerek polskich podczas wojny.
Wzmianka o Marii Rybackiej w publikacji nt. działalności harcerek polskich podczas wojny.

Myślę o tym, jak niewielkie szanse przetrwania miały osoby zaangażowane w konspiracji antyniemieckiej. Im bardziej zajmuję się losami kobiet z Plötzensee, tym bardziej wiem, że tym, że jedne przeżyły, a inne nie, rządził tylko i wyłącznie przypadek. Nie dało się w żaden sposób przewidzieć, że polska harcerka w Berlinie zginie tragiczną śmiercią, a polska Żydówka w Warszawie przetrwa wojnę. Tych przypadków musiało się zresztą zdarzyć kilka, odpowiadały za uwięzienie, przetrwanie, uwolnienie lub śmierć. Osoby aresztowane rzadko były złapane na gorącym uczynku pracy konspiracyjnej, najczęściej uwięzienie dokonywało się wskutek donosu. Tak zostało aresztowanych wiele osób z Plötzensee, w tym Irena Bobowska i jej towarzysze z redakcji Pobudki w Poznaniu, a w mojej rodzinie - brat Karusi, Wiktor, jego żona i 14-letnia córka. Również to, co się z nimi działo po aresztowaniu było dziełem przypadku. Irena Bobowska i trzy inne osoby zostały osadzone, przewiezione do Berlina, tu osądzone i zabite. Taki sam los spotkał Marię Rybacką. Karusia nigdy nie trafiła do więzienia, jej brat został wywieziony do obozu w Stutthofie i przetrwał zimowy marsz śmierci, jego żonę i córkę AK zdołało wykupić z więzienia. Ile razy i gdzie Wszechwładny Przypadek decydował, że Wiktor, dowódca odcinka tzw obroży, czyli systemu konspiracyjnego otaczającego Warszawę, instruktor wojskowy oddziałów podchorążych, i na dodatek Żyd, przeżył, a nie przeżyła Irena, sparaliżowana dziewczyna, która w swym krótkim życiu wydała wraz z kilkorgiem innych ludzi 9 numerów nielegalnej gazety, liczącej kilka stron i przepisywanej na maszynie w kilkudziesięciu egzemplarzach? Albo Bronisława Czubakowska, młoda kobieta, która wrzuciła niedopałek papierosa do kosza na śmieci w łazience jakiegoś niemieckiego zakładu produkcyjnego? Albo Weronika Augustyniak, kobieta, która dała kawałek chleba uciekinierowi z łagru? Wydaje się, że nie istniały kryteria, za co Niemcy aresztowali Polaków, za co ich więzili, za co zwalniali lub skazywali na śmierć. Nie było hierarchii wykroczeń, przestępstw, zbrodni. Za wszystko mogła człowieka spotkać kara śmierci, wystarczyło, że prokurator, sędzia, albo donosiciel uznali, że oskarżony dopuścił się zdrady stanu. Szklanka wody dla uciekiniera była równie ciężką zbrodnią przeciw bezpieczeństwu Tysiącletniej Rzeszy, co atak z bronią w ręku na niemieckiego gubernatora. Żadna z kobiet straconych w Plötzensee nie dokonała zresztą udanego zamachu na wysokiego funkcjonariusza niemieckiego. Nawet jeśli rzeczywiście działały w konspiracji, bo część z nich rzeczywiście brała w niej czynny udział, ich czyny nie były wielkie, tylko tak, jak to zawsze funkcjonuje, były drobną częścią dużego i skomplikowanego systemu oporu. Na tym to polega. Sieć konspiracyjna, to rzadko są efektowne zamachy, napady i ucieczki jak na filmach przygodowych, to przede wszystkim drobna żmudna działalność dziesiątków, setek i tysięcy osób. Ale bez nich nie byłoby ruchu oporu. Bez nich poddalibyśmy się biernie okupantowi i do dziś stałoby to nam ością w gardle.

Piosenka

Przychodzi mi tu do głowy piosenka o jaskółce i cielaczku.

Literatura

Jerzy Ślaski, Polska walcząca, Instytut Wydawniczy Pax

https://www.wieszcz.pl/de/polska-walczaca,id42344.html

https://kpbc.umk.pl/Content/44003/kb_20.pdf

https://genealogia.okiem.pl/artykul/4304/harcerki-polskie-w-walce-z-okupantem-1939-1945

https://www.aan.gov.pl/a,313,materialy-polskiego-harcerstwa-w-niemczech-w-archiwum-akt-nowych

http://wspolnotapolska.org.pl/pismo/1996-010.pdf

IPN, akta Geheime Staatspolizei (gestapo), sygnatura IPN Ld 1/1707