Wilhelmina Günther
Projekt: "Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee"[edytuj | edytuj kod]
Autorin: Ela Kargol
Tekst o Wilhelminie
Wilhelmine urodziła się w 1917 roku w moim mieście, w Poznaniu.
Jej rodzice mieszkali na Jeżycach przy dzisiejszej ulicy Staszica, wtedy Moltkestraße, w budynku, który jeśli nie zmieniono numeracji, a podobno nie zmieniono, stoi do dziś. Ulica pełna kamienic, większość z nich przetrwała wojnę, niektóre odnowiono, przywracając im ozdobną sztukaterię na fasadach, wykuszach, balkonom naprawiono fantazyjne balustrady. Parzyste numery zachowały częściowo przedogródki. Parafią, do której należała katolicka rodzina Güntherów, był prawdopodobnie kościół pod wezwaniem świętego Floriana. Możliwe, że tam właśnie ochrzczono Wilhelminę. Zresztą mnie też. Czy Marianna, matka Wilhelminy rodziła ją w szpitalu na Polnej? Wątpię. Raczej do domu przyszła położna. 25 lat później w szpitalu tym Wilhelmina urodziła swoją jedyną córkę, a dużo poźniej ja się tam urodziłam.
Niedaleko był Ogród Zoologiczny. Nie mogłyśmy się w nim spotkać, bo urodziłam się kilkanaście lat po wojnie i kilkanaście lat po ścięciu Wilhelminy. ale obie mogłyśmy spacerować tymi samymi ścieżkami, przyglądać się lwom i małpom, z pewnością nie tym samym, tym bardziej, że po każdej z wojen zwierząt ubywało. Choć zoolog przeniesiono nad Maltę, dając zwierzętom przestrzeń i większą swobodę, to Stare ZOO zostało wpisane do rejestru zabytków, a lwie klatki, jeśli nie świecą pustkami, to świecą dziełami sztuki artystów nie tylko poznańskich.
Ojciec Wilhelminy, Friedrich Wilhelm walczył na froncie Wielkiej Wojny.
Wojny, po której Posen stał się znowu Poznaniem. Czy był już w Poznaniu, gdy urodziła się jego córka? Czy wracał właśnie z niewoli francuskiej?
Może nie wierzył w wygraną Powstania Wielkopolskiego? A potem nie obawiał się nowych rządów. Został w mieście.
Jego imiennik abdykował, schronienia udzielila mu Wilhelmine, królowa Niderlandów.
Jaka zbieżność imion!
Mała Wilhelmine Günther, córka Polki i Niemca, wyrastała w mieście wielokulturowym, wielowyznanowym i wielorakim.
Po cesarzu pozostała dzielnica cesarska z ogromnym zamczyskiem. Pomniki zrzucano z cokołów. Stawiano nowe, by później znów je burzyć. Zamek zbudowany dla cesarza przebudowywano potem dla Hitlera, którego Greiser namiestnik Kraju Warty zapraszal wielokrotnie. Na zapraszaniu się skończylo Hitler najprawdopodobniej nie odwiedził nigdy stolicy wschodniej Rzeszy.
Po odzyskaniu perzez Polskę niepodległości, po wywalczeniu jej przez wielkopolskich powstańców mniejszość niemiecka otrzymała swoje prawa. Niemieckie dzieci mogły pójść do niemieckich szkół.
Szkołę powszechną skończyła Wilhelmine na Jeżycach. A później poszła do Gimazjum imieniem Schillera, jednej ze szkół dla mniejszości niemieckiej. Budynek stoi do dzisiaj przy ulicy Krakowskiej.
Mieści się w nim VI Liceum Ogólnokształcące im. Ignacego Jana Paderewskiego, tego Paderewskiego, z którego przyjazdu do Poznania niekoniecznie cieszył się ojciec Wilhelminy.
Gdy Wilhelmina chodziła do gimnazjum, rodzina przeniosła się na Piekary, do śródmieścia. Szkoła była niedaleko. Kościół Franciszkanów, w którym znowu zagościli polscy franciszkanie, miał swoje wyznaczone msze i godziny dla mniejszości niemieckiej, dla krawca Günthera, jego żony Marianny, i ich córki.
Czy tam przystapila Wille do I komunii świętej? Nie wiem.
Czy równie dobrze po niemiecku, mówila po polsku, już jako dziecko, czy dopiero później, gdy Polska latami mozolnie odzyskiwała swoją niepodległość, gdy język polski powoli wypierał język niemiecki w byłym pruskim zaborze, w kraju nad Wartą.
Gdy Niemców ubywało z Poznania, Güntherowie zostali. Wrośli w miasto, dla nich pruskie, a na pewno dla Friedricha Wilhelma, który nie władal, albo nie chciał władać, językiem polskim.
Nie liczył sie język, liczył się fach, klienci, rodzina. Güntherowie zajmowali się krawiectwem.
Wilhelm był cenionym rzemieślnikiem. Skracał spodnie, szył garnitury, Marianna mu w tym pomagała. A Wilhelmina jedyne dziecko Güntherów dorastała w mieście już nie pruskim, ale z pruską historią, architekturą, pruskim drylem, wypieranym pomału przez słowiański upór, fantazję i odwagę.
Jej lata młodzieńcze przypadły na okres odradzania się w Poznaniu polskości. Chłonęła miasto i obie kultury,polską i niemiecką, a że przytrafiła jej się miłość międzynarodowa, choć sąsiedzka, no cóż - wielkie szczęście i wielki pech. Ona spod szóstki, on spod siódemki, albo odwrotnie. I ta zakazana miłość wzięła już sprawy w swoje ręce i kierowała losem kochanków, jak chciała, a nie jak oni by pragnęli.
W 1938 roku Wilhelmina poszła do nowej szkoły, do Miejskiej Szkoły Handlowej. Szkoła cieszyła się renomą, a rodzice dokładali wszelkich starań, żeby wykształcic córkę.
To właśnie tu poznaje koleżanki, z którymi już się nie rozstanie i które wywarły duży wpływ na jej późniejszą działalność, Zofię Cielecką (1918–2002), Gertrudę Leńską (1915–1998) i Zofię Rapp (Ścibor-Rylska, 1918–1999). Z tej czwórki, wszystkie aresztowano podczas wojny. Jednej udało się zbiec, dwóm pozostałym wybronić przed Trybunałem Ludowym w Berlinie,
Tylko Wilhelminę ścięto, mimo listów błagalnych o darowanie życia, mimo przyznania się do winy i żałowania swoich czynów.
Gdy jej nielegalny narzeczony Antoni Jagła ginie w Auschwitz, a ich wspólne dziecko Marysia umiera kilka dni po porodzie w szpitalu na Polnej, Wilhemine bardziej świadomie przygląda się nierządowi Hitlera. Jest Niemką, która przeciwstawia się faszyzmowi, nie daje zgody na rasowe przepisy, morderstwa, tortury, niesłuszne wyroki, obozy koncentracyjne, eksterminację Żydów. Za zakazaną miłość i „zhańbienie rasy”musi odbyć kilkutygodniowa karę w więzieniu na Młyńskiej.
Zimą roku 1942 Wilhelmine składa przysięgę AK-owską i zostaje żołnierzem AK. Przyjmuje pseudonim Wilka. Tak zresztą nazywały ją już w szkole jej polskie koleżanki.
Działa, angażuje się w konspirację, pracuje dla siatki wywiadowczej S-7
W jej bezpiecznym niemieckim mieszkaniu przy Bäckerstr (Piekary) jest punkt kontaktowy. Spotykają się i nocują u niej kurierki. Żeby być bliżej przydatnych wiadomości zmienia pracę. Przenosi się z urzędu finansowego do Związku Koleżeńskiego Policyjnych Urzędników Niemieckich w Poznaniu. Z pewnością wie, co jej za to grozi. Słyszy o innych aresztowaniach i wyrokach śmierci. Czy jest tak naiwna, że nie wierzy, że również może ją to spotkać.
Na początku listopada 1943 roku zostaje aresztowana, wraz z matką.
Z Poznania, z więzienia w siedzibie Gestapo (w byłym, oddanym polskiemu wojsku w 1939 roku Domu Żołnierza ) zostają obie przewiezione do Lipska. Wyrok, dla matki uniewinniający, dla Wilhelminy ten najgorszy z najgorszych zapada w Berlinie. Wilhelminę przenoszą do więzienia na Moabicie, potem na Barnimstraße. Tym ostatnim jest Plötzensee.
Więcej o więzieniach berlińskich, w których też więziona i ścięta była i Irena Bobowska tu:
https://ewamaria.blog/2022/11/07/projekt-bobowska-ostatni-tekst-wiezienia/
Wyrok wykonano 9 czerwca 1944 roku. Godzina śmierci: 13: 03.
Katem był Röttger.
„Zwykle kat przychodził dwa razy w tygodniu. Nazywał się
Röttger. Bardziej skradał się niż chodził. Ubrany w dłuższą kurtkę.
O czym myślał? Tysięcy ludzi pozbawiał życia. Niewinnych ludzi.
Za każdą ściętą głowę dostawał 80 marek (w innych źródłach 30 marek) premii i dodatkowy przydział papierosów.
Zawsze miał w ustach papierosa. Jego pomocnicy byli silnymi mężczyznami.
Musieli przenieść ofiary, z rękami związanymi sznurem na plecach,
na szafot!
Dwóch strażników wyprowadzało z cel więźniów skazanych na śmierć…
do szopy egzekucyjnej! Za to otrzymywali po osiem papierosów…”
(broszura GedenksättePlötzensee, Brigitte Olschewski)
Röttger miał na imię miał Wilhelm Friedrich, jak ojciec Wilki, tylko kolejność imion została przestawiona.
Więcej o Wilhelmie Röttgerze
https://ewamaria.blog/2022/08/08/projekt-irena-bobowska-berlin/
Ciała Wilhelminy nie wydano rodzinie.
Ciało Wilhelminy, jak wiele innych ciał ściętych, przede wszystkim kobiet, jeśli wierzyć liście doktora Stieve’a posłużyło mu do badań anatomicznych.
Wilhelmina była oznaczona na jego liście numerem128.
„Hermann Stieve badał cykl menstruacyjny kobiet pod wpływem stresu, włącznie z obserwacją nieregularnego krwawienia, które pojawiało się u nich, gdy dowiadywały się, że idą na egzekucje. Podobno był w zmowie z więziennymi lekarzami, którym powierzał dopilnowanie prowadzenia przez więźniarki kalendarzy miesiączkowych. Gdy krótko przed jajeczkowaniem dowiadywały się one o terminie egzekucji, pojawiał strach, przerażenie, skutkiem czego były nagłe krwawienia menstruacyjne, nawet po kilkumiesięcznej przerwie...
W 1946 roku Hermann Stieve sporządził na zlecenie władz Berlina listę 174 kobiet i ośmiu mężczyzn, których ciała po wykonanym wyroku śmierci trafiły w jego ręce i zostały poddane sekcji w jego instytucie.”
https://ewamaria.blog/2022/09/12/projekt-irena-bobowska-tkanki/
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/ca.22195
Nie tak dawno upamiętniono w Poznaniu koleżanki Wilhelminy, nadając nazwy skwerom na Wildzie. Na mapie Poznania pojawił się skwer Zofii Cieleckiej i skwer Zofii Ścibor-Rylskiej.
Wilhelminę upamiętnił Klaus Leutner z Berlina, który w 2007 roku z młodzieżą niemiecką i polską w ramach projektu o Wilhelminie Günther odwiedził w Poznaniu miejsca z nią związane.
Wilhelmina Günther jest jedną z bohaterek powieści Piotra Bojarskiego „Coraz ciemniej w Wartheland”i innych jego publikacji.
Nie nazwano jej imieniem jeszcze żadnego skweru w Poznaniu, żadnej ulicy, żadnego zaułka.
Nie sądzę, że w budynkach szkół, do których uczęszczała Wilka, obecne są jakieś tablice ją upamiętniające. Kamienicy przy dawnej Bäckerstr już nie ma.
Została zburzona pod koniec wojny, a ruiny rozebrano. Dużo tam wolnych skwerów bez nazw. Nie ma też cmentarza przy Ogrodowej, o którym zapomniałam wspomnieć. W powieści Piotra Bojarskiego cmentarz był miejscem spotkań Wilkhelminy i Antoniego, miejscem, do którego bez obawy mogli pójść pospacerować, usiąść na ławce wśród starych cmentarnych pomników, przytulić się i pomarzyć o przyszłości. Parki, restauracje były „Nur für Deutsche“. Już po śmierci Antoniego i ich córeczki Marii Wilhelmina właśnie tu szukała ukojenia.
Wilhelmina nie ma grobu, jak tysiące zamordowanych nie tylko w Plötzensee. Ojciec po wojnie wyjechał do Niemiec. Matka została. Znalazłam jej imię i nazwisko w wyszukiwarce grobów na poznańskim cmentarzu Junikowo.
Marianna Gunther
(1886-01-28 – 1968-01-27)
pole:17 kwatera:5 rząd:8 miejsce:288
grób opłacony: nie
Pisząc ten tekst korzystałam z dostępnych wiadomości w inernecie, jak również z ksiąki Piotra Bojarskiego „Coraz ciemniej w Wartheland”.
Wiersze dla Polek straconych w Plötzensee i dla Wilhelminy*
Kat umył ręce
W białej umywalce.
Klatka ściekowa wchłonęła to,
co miała wchłonąć.
Resztę życia.
Przyczyna śmierci:
Ścięcie.
Powód
Zdrada stanu.
A stan?
Nie poczuł się wcale zdradzony.
A gilotyna?
Była tylko narzędziem zbrodni.
Między jednym i następnym papierosem
Spadały głowy.
…............................................................................................................................
Były młode.
Niektóre pierwszy raz za granicą.
Nic z tych podróży nie zapamiętały.
A jeśli nawet, to już nie opowiedzą.
Nie nocowały w hotelach,
ani u rodziny.
Nie miały pięknych strojów,
ani walizek
ani bielizny na zmianę,
ani paradnych sukien.
Z wyleczonymi zębami
Szły na spotkanie z katem.
…............................................................................................................................
Nie myślały, że to się tak skończy.
Przecież jeszcze się nie zaczęło.
Jeszcze się nie zakochały
Nie całowały.
Nie były na randce.
Ani na balu.
Ani w tancbudzie.
Nie były w ciąży.
Albo były.
Nie pochowały rodziców
Jeszcze nie wiedzą,
jak to jest.
To całe życie.
…............................................................................................................................
Nie miały mogił.
Tylko zaświadczenia.
Poświadczenia.
Nazwiska świadków.
Sędziego, urzędników, kata i jego pomocników.
Akty zgonu.
Odczytane wyroki.
Nieudzielone prawa łaski.
Wszystko w najlepszym porządku.
Łaska pogalopowała na pstrym koniu.
…............................................................................................................................
Sterbeurkunde
Wilhelmine Günther
geboren: 18. VII. 1917 in Poznań
enthauptet: 9. VI. 1944 in Berlin - Plötzensee
Die Verstorbene war nicht verheiratet.
Ihre Tochter nannte sie Maria,
Maria die Uneheliche.
Ihr Verlobter hieß Antoni,
Ihre Mutter Marianna,
Mit Doppel "n".
Nur der Vater hieß
Friedrich Wilhelm und konnte den Namen seiner Frau nicht richtig aussprechen.
Ein "n" hat er immer vergessen.
Sie wohnten in der falschen Straße.
Beide waren Schneider.
Das war aber die Straße der Bäcker.
Nicht der Schneider.
Das Haus gibt es nicht mehr, die Sprache ist eine andere,
Neue Menschen sind geboren.
Nur die Straße ist immer noch den Bäckern gewidmet.
Nicht den Schneidern.
* Wilhelmina była Niemką z Poznania, która przez swojego polskiego narzeczonego zaangażowała się w polski ruch oporu i wraz z innymi Polakami została stracona za "zdradę swojej niemieckiej ojczyzny" / Wilhelmina war eine Deutsche aus Posen, die sich durch ihren polnischen Verlobten in polnischen Widerstand engagierte und wurde zusammen mit anderen Polinnen und Polen in Plötzensee hingerichtet; der Urteil lautete: "Landesverrat"
Quellen / Źródła
Piotr Bojarski, Coraz ciemniej w Wartheland, Znak Horyzont 2021 (powieść / Roman)
Klaus Leutner, Projekt „Wilhelmine Günther – Niemka w AK”
https://www.gedenkstaette-ploetzensee.de/totenbuch/recherche/person/guenther-wilhelmine
https://www.instagram.com/p/C0w1lh9IRXy/
https://www.facebook.com/reel/328917793372320
Förderung:
Beitrag gefertigt vor, während und nach dem Workshop "Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee" am 2.12.2023
Das Projekt ist gefördert von der Stiftung EVZ (Erinnerung Verantwortung Zukunft).
Diese Veröffentlichung stellt keine Meinungsäußerung der Stiftung EVZ dar. Für inhaltliche Aussagen tragen die Projektleiterinnen die Verantwortung.