Wilhelmina Günther

From Polkopedia
Jump to navigation Jump to search


Projekt "Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee"

Beschreibung des Projekts

Beschreibung des Workshops

Autorka / Autorin: Ela Kargol

Wilhelmine Günther (18. VII. 1917 – 9. VI. 1944)

Tekst po polsku

Wilhelmine urodziła się w 1917 roku w moim mieście, w Poznaniu.

Jej rodzice mieszkali na Jeżycach przy dzisiejszej ulicy Staszica, wtedy Moltkestraße, w budynku, który jeśli nie zmieniono numeracji, a podobno nie zmieniono, stoi do dziś. Ulica pełna kamienic, większość z nich przetrwała wojnę, niektóre odnowiono przywracając im ozdobną sztukaterię na fasadach, wykuszach, balkonom naprawiono fantazyjne balustrady. Parzyste numery zachowały częściowo przedogródki. Parafią, do której należała katolicka rodzina Güntherów, był prawdopodobnie kościół pod wezwaniem świętego Floriana. Możliwe, że tam właśnie ochrzczono Wilhelminę. Zresztą mnie też. Czy Marianna, matka Wilhelminy rodziła ją w szpitalu na Polnej? Wątpię. Raczej do domu przyszła położna. 25 lat później w szpitalu tym Wilhelmina urodziła swoją jedyną córkę, a dużo poźniej ja się tam urodziłam.

Niedaleko był Ogród Zoologiczny. Nie mogłyśmy się w nim spotkać, bo urodziłam się kilkanaście lat po wojnie i kilkanaście lat po ścięciu Wilhelminy, ale obie mogłyśmy spacerować tymi samymi ścieżkami, przyglądać się lwom i małpom, z pewnością nie tym samym, tym bardziej, że po każdej z wojen zwierząt ubywało. Choć zoolog przeniesiono nad Maltę, dając zwierzętom przestrzeń i większą swobodę, to Stare ZOO zostało wpisane do rejestru zabytków, a lwie klatki, jeśli nie świecą pustkami, to świecą dziełami sztuki artystów, nie tylko poznańskich.

Ojciec Wilhelminy, Friedrich Wilhelm walczył na froncie Wielkiej Wojny.

Wojny, po której Posen stał się znowu Poznaniem. Czy był już w Poznaniu, gdy urodziła się jego córka? Czy wracał właśnie z niewoli francuskiej?

Może nie wierzył w wygraną Powstania Wielkopolskiego? A potem nie obawiał się nowych rządów. Został w mieście.

Jego imiennik abdykował, schronienia udzielila mu Wilhelmine, królowa Niderlandów.

Jaka zbieżność imion!

Mała Wilhelmine Günther, córka Polki i Niemca, wyrastała w mieście wielokulturowym, wielowyznanowym i wielorakim.

Po cesarzu pozostała dzielnica cesarska z ogromnym zamczyskiem. Pomniki zrzucano z cokołów. Stawiano nowe, by później znów je burzyć. Zamek, zbudowany dla cesarza, przebudowywano potem dla Hitlera, którego Greiser, namiestnik Kraju Warty, zapraszal wielokrotnie. Na zapraszaniu się skończylo Hitler najprawdopodobniej nie odwiedził nigdy stolicy wschodniej Rzeszy.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po I wojnie, po wywalczeniu jej przez wielkopolskich powstańców, mniejszość niemiecka otrzymała swoje prawa. Niemieckie dzieci mogły pójść do niemieckich szkół.

Szkołę powszechną skończyła Wilhelmine na Jeżycach. A później poszła do Gimazjum imienia Schillera, jednej ze szkół dla mniejszości niemieckiej. Budynek stoi do dzisiaj przy ulicy Krakowskiej. Mieści się w nim VI Liceum Ogólnokształcące im. Ignacego Jana Paderewskiego, tego Paderewskiego, z którego przyjazdu do Poznania niekoniecznie cieszył się ojciec Wilhelminy.

Gdy Wilhelmina chodziła do gimnazjum, rodzina przeniosła się na Piekary, do śródmieścia. Szkoła była niedaleko. Kościół Franciszkanów, w którym znowu zagościli polscy franciszkanie, miał swoje wyznaczone msze i godziny dla mniejszości niemieckiej, dla krawca Günthera, jego żony Marianny, i ich córki.

Czy tam przystapila Wille do I komunii świętej? Nie wiem.

Czy mówiła po polsku równie dobrze po niemiecku już jako dziecko, czy dopiero później, gdy Polska latami mozolnie odzyskiwała swoją niepodległość, gdy język polski powoli wypierał język niemiecki w byłym pruskim zaborze, w kraju nad Wartą.

Gdy Niemców ubywało z Poznania, Güntherowie zostali. Wrośli w miasto, dla nich pruskie, a na pewno dla Friedricha Wilhelma, który nie władal, albo nie chciał władać, językiem polskim.

Nie liczył sie język, liczył się fach, klienci, rodzina. Güntherowie zajmowali się krawiectwem.

Wilhelm był cenionym rzemieślnikiem. Skracał spodnie, szył garnitury, Marianna mu w tym pomagała. A Wilhelmina, jedyne dziecko Güntherów, dorastała w mieście już nie pruskim, ale z pruską historią, architekturą, pruskim drylem, wypieranym pomału przez słowiański upór, fantazję i odwagę.

Jej lata młodzieńcze przypadły na okres odradzania się w Poznaniu polskości. Chłonęła miasto i obie kultury, polską i niemiecką, a że przytrafiła jej się miłość międzynarodowa, choć sąsiedzka, no cóż - wielkie szczęście i wielki pech. Ona spod szóstki, on spod siódemki, albo odwrotnie. I ta zakazana miłość wzięła już sprawy w swoje ręce i kierowała losem kochanków, jak chciała, a nie jak oni by pragnęli.

W 1938 roku Wilhelmina poszła do nowej szkoły, do Miejskiej Szkoły Handlowej. Szkoła cieszyła się renomą, a rodzice dokładali wszelkich starań, żeby wykształcić córkę.

To właśnie tu poznaje koleżanki, z którymi już się nie rozstanie i które wywarły duży wpływ na jej późniejszą działalność w ruchu oporu: Zofię Cielecką (1918–2002), Gertrudę Leńską (1915–1998) i Zofię Rapp (Ścibor-Rylska, 1918–1999). Z tej czwórki, wszystkie konspirowały i wszystkie aresztowano podczas wojny. Jednej udało się zbiec, dwóm pozostałym wybronić przed Trybunałem Ludowym w Berlinie,

Tylko Wilhelminę ścięto, mimo listów błagalnych o darowanie życia, mimo przyznania się do winy i żałowania swoich czynów.

Gdy jej nielegalny narzeczony Antoni Jagła ginie w Auschwitz, a ich wspólne dziecko Marysia umiera kilka dni po porodzie w szpitalu na Polnej, Wilhemine bardziej świadomie przygląda się nierządowi Hitlera. Jest Niemką, która przeciwstawia się faszyzmowi, nie daje zgody na rasowe przepisy, morderstwa, tortury, niesłuszne wyroki, obozy koncentracyjne, eksterminację Żydów. Za zakazaną miłość i „zhańbienie rasy”musi odbyć kilkutygodniową karę w więzieniu na Młyńskiej.

Zimą roku 1942 Wilhelmine składa przysięgę AK-owską i zostaje żołnierzem AK. Przyjmuje pseudonim Wilka. Tak zresztą nazywały ją już w szkole jej polskie koleżanki.

Działa, angażuje się w konspirację, pracuje dla siatki wywiadowczej S-7

W jej bezpiecznym niemieckim mieszkaniu przy Bäckerstr (Piekary) jest punkt kontaktowy. Spotykają się i nocują u niej kurierki. Żeby być bliżej przydatnych wiadomości zmienia pracę. Przenosi się z urzędu finansowego do Związku Koleżeńskiego Policyjnych Urzędników Niemieckich w Poznaniu. Z pewnością wie, co jej za to grozi. Słyszy o innych aresztowaniach i wyrokach śmierci. Czy jest tak naiwna, że nie wierzy, że również może ją to spotkać.

Na początku listopada 1943 roku zostaje aresztowana, wraz z matką.

Z Poznania, z więzienia w siedzibie Gestapo (w byłym, oddanym polskiemu wojsku w 1939 roku Domu Żołnierza ) zostają obie przewiezione do Lipska. Wyrok, dla matki uniewinniający, dla Wilhelminy ten najgorszy z najgorszych zapada w Berlinie. Wilhelminę przenoszą do więzienia na Moabicie, potem na Barnimstraße. Ostatnim jest Plötzensee.

Więcej o więzieniach berlińskich, w których też więziona i ścięta była i Irena Bobowska tu:

https://ewamaria.blog/2022/11/07/projekt-bobowska-ostatni-tekst-wiezienia/

Wyrok wykonano 9 czerwca 1944 roku. Godzina śmierci: 13:03.

Katem był Röttger.

Zwykle kat przychodził dwa razy w tygodniu. Nazywał się

Röttger. Bardziej skradał się niż chodził. Ubrany w dłuższą kurtkę.

O czym myślał? Tysięcy ludzi pozbawiał życia. Niewinnych ludzi.

Za każdą ściętą głowę dostawał 80 marek (w innych źródłach 30 marek) premii i dodatkowy przydział papierosów.

Zawsze miał w ustach papierosa. Jego pomocnicy byli silnymi mężczyznami.

Musieli przenieść ofiary, z rękami związanymi sznurem na plecach,

na szafot!

Dwóch strażników wyprowadzało z cel więźniów skazanych na śmierć…

do szopy egzekucyjnej! Za to otrzymywali po osiem papierosów…

(broszura GedenksättePlötzensee, Brigitte Oleschinski)

Röttger miał na imię miał Wilhelm Friedrich, jak ojciec Wilki, tylko kolejność imion została przestawiona.

Więcej o Wilhelmie Röttgerze

https://ewamaria.blog/2022/08/08/projekt-irena-bobowska-berlin/

Ciała Wilhelminy nie wydano rodzinie.

Ciało Wilhelminy, jak wiele innych ciał ściętych, przede wszystkim kobiet, jeśli wierzyć liście doktora Stieve’a, posłużyło mu do badań anatomicznych.

Wilhelmina była oznaczona na jego liście numerem128.

Hermann Stieve badał cykl menstruacyjny kobiet pod wpływem stresu, włącznie z obserwacją nieregularnego krwawienia, które pojawiało się u nich, gdy dowiadywały się, że idą na egzekucje. Podobno był w zmowie z więziennymi lekarzami, którym powierzał dopilnowanie prowadzenia przez więźniarki kalendarzy miesiączkowych. Gdy krótko przed jajeczkowaniem dowiadywały się one o terminie egzekucji, pojawiał strach, przerażenie, skutkiem czego były nagłe krwawienia menstruacyjne, nawet po kilkumiesięcznej przerwie...

W 1946 roku Hermann Stieve sporządził na zlecenie władz Berlina listę 174 kobiet i ośmiu mężczyzn, których ciała po wykonanym wyroku śmierci trafiły w jego ręce i zostały poddane sekcji w jego instytucie.

https://ewamaria.blog/2022/09/12/projekt-irena-bobowska-tkanki/

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/ca.22195

Nie tak dawno upamiętniono w Poznaniu koleżanki Wilhelminy, nadając nazwy skwerom na Wildzie. Na mapie Poznania pojawił się skwer Zofii Cieleckiej i skwer Zofii Ścibor-Rylskiej.

Wilhelminę upamiętnił Klaus Leutner z Berlina, który w 2007 roku z młodzieżą niemiecką i polską w ramach projektu o Wilhelminie Günther odwiedził w Poznaniu miejsca z nią związane.

Wilhelmina Günther jest jedną z bohaterek powieści Piotra Bojarskiego „Coraz ciemniej w Wartheland”i innych jego publikacji.

Nie nazwano jej imieniem jeszcze żadnego skweru w Poznaniu, żadnej ulicy, żadnego zaułka.

Nie sądzę, że w budynkach szkół, do których uczęszczała Wilka, obecne są jakieś tablice ją upamiętniające. Kamienicy przy dawnej Bäckerstrasse już nie ma.

Została zburzona pod koniec wojny, a ruiny rozebrano. Dużo tam wolnych skwerów bez nazw. Nie ma też cmentarza przy Ogrodowej. W powieści Piotra Bojarskiego cmentarz był miejscem spotkań Wilhelminy i Antoniego, miejscem, do którego bez obawy mogli pójść pospacerować, usiąść na ławce wśród starych cmentarnych pomników, przytulić się i pomarzyć o przyszłości. Parki, restauracje były „Nur für Deutsche“. Już po śmierci Antoniego i ich córeczki Marii Wilhelmina właśnie tu szukała ukojenia.

Wilhelmina nie ma grobu, jak tysiące zamordowanych, nie tylko w Plötzensee.

Ojciec po wojnie wyjechał do Niemiec. Matka została. Znalazłam jej imię i nazwisko w wyszukiwarce grobów na poznańskim cmentarzu Junikowo.

Marianna Gunther

(1886-01-28 – 1968-01-27)

pole: 17 kwatera: 5 rząd: 8 miejsce: 288

grób opłacony: nie

***

Pisząc ten tekst korzystałam z dostępnych wiadomości w internecie, jak również z książki Piotra Bojarskiego „Coraz ciemniej w Wartheland”.

Text auf Deutsch

Wilhelmine Günther (18. VII. 1917 – 9. VI. 1944)

Wilhelmine wurde 1917 in meiner Stadt, in Poznań geboren. Ihre Eltern lebten in Jeżyce (Jersitz) in der heutigen Staszica-Straße, damals Moltkestraße, in einem Gebäude, das, wenn die Nummerierung nicht geändert wurde, und offenbar wurde sie nicht geändert, heute noch steht.

Die Straße ist immer noch voller alter Mietshäuser, von denen die meisten den Krieg überstanden haben. Einige davon sind renoviert, der dekorative Stuck an ihren Fassaden wurde wiederhergestellt. Die kunstvollen Balkonbalustraden wurden repariert. Die Häuser mit geraden Zahlen haben ihre Vorgärten beibehalten.

Die katholische Familie Günther gehörte wahrscheinlich der St-Florian-Gemeinde in der Kirchstraße an.

Es ist möglich, dass Wilhelmine dort getauft wurde. Ich übrigens auch.

Eine ziemlich neue Frauenklinik befand sich auch in der Nähe, in der Feldstraße (ulica Polna). 1917, als Wilhelmine die Welt erblickte, diente das Krankenhaus als Lazarett der Armee. Wahrscheinlich kam das Kind zu Hause zur Welt und nicht in der Klinik. 25 Jahre später gebar Wilhelmine ihre einzige Tochter in diesem Krankenhaus. Viele Jahre später wurde ich dort geboren. Das Krankenhaus, mittlerweile modernisiert und erweitert, dient bis heute vor allem den Frauen als renommierte Frauenklinik. 

Nicht weit entfernt war der Zoologische Garten. Wir konnten uns dort nicht treffen, weil ich mehrere Jahre nach dem Krieg und mehrere Jahre nach Wilhelmines Enthauptung in Berlin Plötzensee geboren wurde. Aber wir konnten beide dieselben Wege gehen, die Löwen und Affen beobachten, sicherlich nicht die gleichen, zumal die Tiere nach jedem Krieg weniger wurden.

Der Zoologische Garten wurde woandershin verlegt, um den Tieren mehr Platz und Freiheit zu geben, jedoch wurde der Alte Zoo in das Denkmal-Register eingetragen. Die alten Löwenkäfige, wenn sie gerade nicht leer stehen, bieten Platz, statt großen Raubkatzen, großer Kunst und großen Kunstwerken von überall.

Wilhelmines Vater, Friedrich Wilhelm, kämpfte an der Front des Ersten Weltkriegs.

Der Große Krieg, nach dem Posen wieder zu Poznań geworden ist.

War der Vater bereits in Posen, als seine Tochter geboren wurde? Oder kehrte er gerade aus französischer Gefangenschaft zurück?

Vielleicht glaubte er nicht an den Sieg des Großpolnischen Aufstandes (Powstanie Wielkopolskie)? Und dann, nach dem Triumph der Aufständischen, hatte er keine Angst vor der neuen polnischen Regierung.

Er blieb in der Stadt.

Sein Namensvetter dankte ab, und Wilhelmine, die Königin der Niederlande, gewährte dem Kaiser Wilhelm II. Zuflucht.

Welch ein Gleichklang bei den Vornamen!

Die kleine Wilhelmine Günther, Tochter einer Polin und eines Deutschen, wuchs in der multikulturellen Vielvölkerstadt auf.

Das kaiserliche Viertel mit dem Kaiserschloss wurde nicht abgerissen. Dafür hat man die Denkmäler von ihren Sockeln gestürzt. Neue wurden aufgestellt, nur um später wieder heruntergerissen zu werden. Das für den Kaiser errichtete Schloss wurde später für Hitler umgebaut, den Arthur Greiser, Reichsstatthalter im Reichsgau Wartheland mehrfach einlud. Hitler hat die Hauptstadt des östlichen Reiches wahrscheinlich nie besucht.

Nachdem Polen seine Unabhängigkeit zurückgewonnen hatte, erhielt die deutsche Minderheit ihre Rechte.

Der Vertrag von Versailles verpflichtete Polen, den Grundsatz der Gleichheit aller Bürger vor dem Gesetz unabhängig von ihrer Staatsangehörigkeit einzuführen.

Deutsche Kinder konnten in deutschen Schulen unterrichtet werden.

Wilhelmine besuchte die Grundschule in Jeżyce (Jersitz). Später kam sie auf das Schiller-Gymnasium, eine der Posener Schulen für die deutsche Minderheit. Das Gebäude steht noch heute in der Krakowska-Straße. Es beherbergt das 6. Gymnasium, das nach Ignacy Jan Paderewski benannt ist, jenem Paderewski, über dessen Ankunft in Poznań am 26. Dezember 1918 Wilhelmines Vater nicht unbedingt glücklich war.

Die Familie wohnte schon damals in Piekary-Straße, in der Innenstadt. Die Schule war nicht weit entfernt. Die Franziskanerkirche, in der die polnischen Franziskaner wieder ansässig wurden, hatte für die deutsche Minderheit, für den Schneider Günther, seine Frau Marianne und ihre Tochter Wilhelmine, eigene Gottesdienste und Termine in deutscher Sprache vorgesehen.

Hat Wilhelmine dort ihre Erstkommunion empfangen? Ich weiß es nicht.

Ob sie genauso gut Polnisch sprach wie Deutsch? War sie schon als Kind zweisprachig? Oder erst später, als Polen im Laufe der Jahre mühsam seine Unabhängigkeit wiedererlangte, als die polnische Sprache die deutsche Sprache langsam verdrängte, in dem ehemaligen preußischen Besatzungsgebiet, im Land an der Warthe.

Als viele Deutsche Posen verließen, blieben die Günthers. Sie wuchsen in die Stadt hinein, die für sie preußisch war, und erst recht für Friedrich Wilhelm, der kein Polnisch sprechen konnte oder wollte.

Was zählte, war nicht die Sprache, sondern das Handwerk, die Klientel und die Familie. Beide Günthers waren Schneider, beide geschätzte Handwerker. Er schneiderte Anzüge, sie fertigte Kleider. Sie haben sich gut geschlagen.

Wilhelmine, das einzige Kind wuchs in einer Stadt auf, die nicht mehr preußisch war, aber voll mit preußischer Geschichte, Architektur und preußischem Drill, der allmählich durch slawischen Eigensinn, Fantasie und Mut ersetzt wurde.

Ihre Jugend fiel in die Zeit der Wiedergeburt des Polentums in Poznań. Sie nahm die Stadt und beide Kulturen in sich auf, die polnische und die deutsche, und die Tatsache, dass sie sich in einen Polen verliebte, der in demselben Haus wohnte, brachte ihr einerseits viel Freude und Hoffnung, anderseits führte es zum großen Unglück. Diese „verbotene Liebe“ hatte das Schicksal selbst in die Hand genommen und die Geschicke der Liebenden so gelenkt, wie sie es wollte, nicht wie die Verliebten es sich gewünscht hätten.

1938 kam Wilhelmine auf eine neue Schule, auf die renommierte Städtische Handelsschule (Miejska Szkoła Handlowa). Die Eltern waren stolz auf ihre einzige Tochter und gaben sich alle Mühe, sie zu fördern, zu unterstützen und weiterzubilden.

Hier befreundet sich Wilhelmine mit den Schülerinnen, die später einen großen Einfluss auf ihre künftigen Handlungen ausüben: Zofia Cielecka (1918-2002), Gertruda Leńska (1915-1998) und Zofia Rapp (Ścibor-Rylska, 1918-1999).

Alle vier engagieren sich in den Widerstand und alle wurden während des Krieges verhaftet. Einer gelang die Flucht, die beiden anderen wurden vor dem Volksgerichtshof in Berlin freigesprochen.

Nur Wilhelmine wird enthauptet, obwohl sie um ihr Leben bettelt, ihre Schuld eingesteht und ihre Taten bedauert. Da hilft es auch nicht, dass die Eltern Briefe selbst an Hitler geschrieben und um Begnadigung gebeten haben.

Als ihr „illegitimer“ Verlobter Antoni Jagła in Auschwitz ermordet wird und ihr gemeinsames Kind Maria wenige Tage nach der Geburt im Krankenhaus in der Feldstraße stirbt, setzt sich Wilhelmine bewusster mit Hitlers Schreckensherrschaft auseinander. Sie ist eine deutsche Frau, die sich gegen den Faschismus stellt, die Rassengesetze, das Morden, die Folter, die Unrechtsurteile, die Konzentrationslager und die Vernichtung der Juden missbilligt.

Für ihre „verbotene Liebe“ und "Rassenschande" muss sie einige Wochen in einem Gefängnis in der Młyńska-Straße verbüßen.

Im Winter 1942 legt Wilhelmine den AK-Eid (Heimatarmee- Eid) ab und wird AK-Soldatin. Sie nimmt das Pseudonym Wilka an. So wurde sie übrigens von ihren polnischen Freundinnen in der Schule genannt.

Sie ist im Widerstand aktiv und arbeitet für den Geheimdienst S-7.

In ihrer sicheren deutschen Wohnung in der Bäckerstraße (Piekary) gibt es eine Kontaktstelle. Die Kurierinnen treffen sich und übernachten bei ihr. Um näher an nützlichen Informationen zu sein, ändert sie ihren Arbeitsplatz. Sie wechselt vom Finanzamt zum Verband der deutschen Polizeibeamten (Kameradschaftsbund) in Poznań. Sie weiß genau, in welcher Gefahr sie sich befindet. Sie hört von anderen Verhaftungen und Todesurteilen in der Stadt. Ist sie so naiv, dass sie nicht daran glaubt, dass dies auch ihr passieren könnte?

Anfang November 1943 wird sie zusammen mit ihrer Mutter verhaftet.

Vom Gestapo-Hauptquartier in Poznań (ehemaliges Soldatenhaus kurz vor dem Kriegsbeginn 1939 für die Polnische Armee erbaut und eröffnet) werden beide nach Leipzig gebracht. Das Urteil, für die Mutter ein Freispruch, für Wilhelmine das Schlimmste vom Schlimmsten, wird in Berlin verkündet. Wilhelmine wird in das Gefängnis nach Moabit verlegt, dann in die Barnimstraße. Die letzte Station ist Plötzensee.

Mehr über die Berliner Gefängnisse, in denen auch Irena Bobowska inhaftiert war und schließlich enthauptet wurde, findet man hier: (auf polnisch)

https://ewamaria.blog/2022/11/07/projekt-bobowska-ostatni-tekst-wiezienia/


Das Urteil wurde am 9. Juni 1944 vollstreckt. Zeitpunkt des Todes: 13.03 Uhr.

Der Henker war Röttger.

Normalerweise kam der Henker zweimal in der Woche. Er hieß

Roettger. Er schlich mehr als er ging. Immer trug er eine dreivier-

tellange Joppe. Was mochte in ihm vorgehen? Tausende hatte er

hingerichtet. Unschuldige. Für jeden Kopf hatte er 80 Mark Prä-

mie kassiert. Und Sonderrationen Zigaretten. Immer hatte er eine

Zigarette im Mund. Seine Helfer waren große und starke Männer.

Sie mußten die auf dem Rücken gefesselten Opfer auf das Scha-

fott befördern!

Zwei Wachtmeister führten die Todeskandidaten von der Zelle

zum Hinrichtungsschuppen! Dafür gab es für jeden acht Zigaret-

ten.

(Brigitte Oleschinski Gedenkstätte Plötzensee Hrsg. von der Gedenkstätte Deutscher Widerstand, Berlin, 2. Aufl. 1995)

Röttgers Vorname war Wilhelm Friedrich, wie der von Wilhelmines Vater, nur die Reihenfolge wurde vertauscht.

Mehr über Wilhelm Röttger, auf polnisch:

https://ewamaria.blog/2022/08/08/projekt-irena-bobowska-berlin/

Wilhelmines Leichnam wurde nicht an ihre Familie herausgegeben.

Ihr Körper wurde, wie viele andere enthauptete Leichen, meist Frauen, wenn man dem Bericht von Dr. Stieve Glauben schenken darf, für seine anatomischen Forschungen verwendet.

Wilhelmine trug auf seiner Liste die Nummer 128.

Sein Interesse galt besonders Frauen im gebärfähigen Alter, denn Stieve forschte zu Fortpflanzungsorganen. Es sei ihm, so Andreas Winkelmann, dabei im Besonderen um den Nachweis des Eisprungs und den Einfluss des Nervensystems darauf gegangen. Stieves Ziel sei es gewesen, die Unzuverlässigkeit der Verhütungsmethode nach Hermann Knaus („Knaus-Ogino“) nachzuweisen. Tote junge Frauen lieferte die Hinrichtungsstätte Plötzensee reichlich: 334 der dort zwischen 1933 und 1945 Getöteten waren weiblich.

Winkelmanns Urteil über seinen Berufskollegen: Stieve habe „die Todesangst der Frauen vor ihrer Hinrichtung zum Faktor seiner Forschung gemacht“. Tatsächlich veröffentlichte Stieve 1942 eine Arbeit, in der von „Schreckblutungen“ „im unmittelbaren Anschluss an eine Nachricht, die die Frauen stark erregt hatte“, die Rede ist. Welche Nachricht das war, lässt sich nachvollziehen.

https://taz.de/Medizinische-Versuche-mit-NS-Opfern/!5594439/

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/ca.22195

https://ewamaria.blog/2022/09/12/projekt-irena-bobowska-tkanki/ (auf polnisch)

Vor nicht allzu langer Zeit wurde in Poznań durch die Benennung von Plätzen im Stadtteil Wilda an die Kolleginnen von Wilhelmine erinnert. Der Platz von Zofia Cielecka und der Platz von Zofia Ścibor-Rylska erschienen auf der Karte von Poznań.

An Wilhelmine erinnerte Klaus Leutner aus Berlin, der 2007 im Rahmen eines Projekts über Wilhelmina Günther mit deutschen und polnischen Jugendlichen Orte in Poznań besuchte, die mit ihr in Verbindung stehen.

Wilhelmine Günther ist eine der Hauptfiguren in Piotr Bojarskis Roman "Coraz ciemniej w Wartheland" und seinen anderen Veröffentlichungen.

Kein Platz in Poznań, keine Straße, keine Gasse ist bisher nach Wilhelmine benannt worden.

Ich glaube nicht, dass in den Schulgebäuden, die Wilhelmine besuchte, Gedenktafeln an sie erinnern. Das Mietshaus in der ehemaligen Bäckerstraße gibt es nicht mehr. Es wurde am Ende des Krieges abgerissen und die Ruinen wurden abgetragen. Es gibt da viele leere Flächen ohne Namen.

Der Friedhof an der Ogrodowa Straße (Gartenstraße) ist ebenfalls verschwunden. In Piotr Bojarskis Roman war der Friedhof ein Treffpunkt für Wilhelmine und Antoni, ein Ort, an dem sie ohne Angst spazieren gingen, auf einer Bank zwischen den alten Friedhofsdenkmälern sitzend kuschelten und von der Zukunft träumen konnten. Die Parks, die Restaurants waren "Nur für Deutsche".

Wilhelmine hat kein Grab, wie Tausende von Ermordeten, nicht nur in Plötzensee.

Ihr Vater ging nach dem Krieg nach Deutschland. Ihre Mutter blieb daheim. Ich habe ihren Namen in der Datenbank für Gräber auf dem Junikowo-Friedhof in Poznań gefunden.

Marianna Gunther

(1886-01-28 - 1968-01-27)

Feld: 17 Parzelle: 5 Reihe: 8 Platz: 288

Grab bezahlt: nein

***

Beim Schreiben dieses Textes habe ich die im Internet verfügbaren Informationen sowie das Buch "Coraz ciemniej w Wartheland" von Piotr Bojarski zu Hilfe genommen.

Wiersze dla Polek straconych w Plötzensee i dla Wilhelminy*

Kat umył ręce

W białej umywalce.

Klatka ściekowa wchłonęła to,

co miała wchłonąć.

Resztę życia.

Przyczyna śmierci:

Ścięcie.

Powód

Zdrada stanu.

A stan?

Nie poczuł się wcale zdradzony.

A gilotyna?

Była tylko narzędziem zbrodni.

Między jednym i następnym papierosem

Spadały głowy.

…............................................................................................................................

Były młode.

Niektóre pierwszy raz za granicą.

Nic z tych podróży nie zapamiętały.

A jeśli nawet, to już nie opowiedzą.

Nie nocowały w hotelach,

ani u rodziny.

Nie miały pięknych strojów,

ani walizek

ani bielizny na zmianę,

ani paradnych sukien.

Z wyleczonymi zębami

Szły na spotkanie z katem.

…............................................................................................................................

Nie myślały, że to się tak skończy.

Przecież jeszcze się nie zaczęło.

Jeszcze się nie zakochały

Nie całowały.

Nie były na randce.

Ani na balu.

Ani w tancbudzie.

Nie były w ciąży.

Albo były.

Nie pochowały rodziców

Jeszcze nie wiedzą,

jak to jest.

To całe życie.

…............................................................................................................................

Nie miały mogił.

Tylko zaświadczenia.

Poświadczenia.

Nazwiska świadków.

Sędziego, urzędników, kata i jego pomocników.

Akty zgonu.

Odczytane wyroki.

Nieudzielone prawa łaski.

Wszystko w najlepszym porządku.

Łaska pogalopowała na pstrym koniu.

…............................................................................................................................ alt=Sterbeurkunde Wilhelmina Günther|mały|Sterbeurkunde Wilhelmina Günther (Gedenkstätte Plötzensee) Sterbeurkunde

Wilhelmine Günther

geboren: 18. VII. 1917 in Poznań

enthauptet: 9. VI. 1944 in Berlin - Plötzensee

Die Verstorbene war nicht verheiratet.

Ihre Tochter nannte sie Maria,

Maria die Uneheliche.

Ihr Verlobter hieß Antoni,

Ihre Mutter Marianna,

Mit Doppel "n".

Nur der Vater hieß

Friedrich Wilhelm und konnte den Namen seiner Frau nicht richtig aussprechen. alt=Wilhelmine Günther, Bild von Anna Krenz 2023|mały|Wilhelmine Günther, Bild von Anna Krenz 2023 Ein "n" hat er immer vergessen.

Sie wohnten in der falschen Straße.

Beide waren Schneider.

Das war aber die Straße der Bäcker.

Nicht der Schneider.

Das Haus gibt es nicht mehr, die Sprache ist eine andere,

Neue Menschen sind geboren.

Nur die Straße ist immer noch den Bäckern gewidmet.

Nicht den Schneidern.


Quellen / Źródła

Piotr Bojarski, Coraz ciemniej w Wartheland, Znak Horyzont 2021 (powieść / Roman)

Klaus Leutner, Projekt „Wilhelmine Günther –  Niemka w AK”

https://www.gedenkstaette-ploetzensee.de/totenbuch/recherche/person/guenther-wilhelmine

https://www.instagram.com/p/C0w1lh9IRXy/

https://www.facebook.com/reel/328917793372320

Förderung

Beitrag gefertigt vor, während und nach dem Workshop "Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee" am 2.12.2023

Das Projekt ist gefördert von der Stiftung EVZ (Erinnerung Verantwortung Zukunft).

www.stiftung-evz.de

Diese Veröffentlichung stellt keine Meinungsäußerung der Stiftung EVZ dar. Für inhaltliche Aussagen trägt Polkopedia die Verantwortung.