Zofia Tarka
Aukcja
Niemiecki dom aukcyjny Felzmann w Neuss zaplanował na poniedziałek 17 listopada aukcję ponad 600 przedmiotów należących do więźniów obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Dachau. Po protestach i interwencji wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w rządzie Donalda Tuska, niemiecki minister spraw zagranicznych w rządzie Friedricha Merza, Johann Wadephul zakazał przeprowadzenia tej aukcji.
Hanna Radziejowska, Instytut Pileckiego, 17 listopada 2025 roku na FB
Myślę, że blisko połowa kolekcji, którą usiłowano wystawić na aukcji w Niemczech, dotyczy polskich więźniów politycznych z różnych niemieckich obozów koncentracyjnych. Wiele dokumentów to ostatnie ślady po pomordowanych. Szukałam dziś historii osób z poszczególnych archiwaliów wystawionych na aukcję, przejrzałam pod tym kątem blisko dwieście. Jedną z zidentyfikowanych osób to Zofia Tarka z Częstochowy, zamordowana w Ravensbrueck 13.04.1942 roku. Za kilkaset euro, jako cena wywoławcza, można byłoby (gdyby aukcji nie odwołano) kupić listę rzeczy, które po niej pozostały. Jedna para drewnianych chodaków, 1 koszula, 1 biustonosz, 1 bluzka.. Tak niewiele, skrupulatnie spisane po jej rozstrzelaniu, z adnotacją o wysyłce do jej ojca. Znalazłam jej zdjęcie i krótki biogram: „Studentka. Podczas okupacji w konspiracji. Przydzielona jako kurierka do Okręgu Kieleckiego ZWZ. Aresztowana 11 lutego 1941 roku”.
Anna Krenz (komentarz do powyższego wpisu na FB)
Wczoraj czytałam list za listem i szukałam historii powojennych o tych osobach. W tej całej krzywdzie i poniżeniu jest coś tak wstrząsającego, trudno jest przestać myśleć o tych osobach, o tym wszystkim.
Waldemar Kuczyński na Facebooku:
Nie rozumiem tego krzyku o aukcję artefaktów z obozów hitlerowskich. Jestem w pierwszym pokoleniu potomkiem ośmiu najbliższych krewnych, w tym ojca, którzy zginęli w obozach. Ani ja, ani moje dzieci i wnuki by pamiątek tragedii z przeszłości nie sprzedały. Ale z każdym pokoleniem więź generacyjna słabnie i uczuciowa więź z odległymi pamiątkami też. Co jest złego w tym, że wiedząc o kolekcjonerskiej wartości takiego artefaktu, ktoś decyduje się je sprzedać? I co jest złego w tym, że ktoś inny je skupuje. Przecież to jest gwarancja trwania tej pamiątki, bo kto kupuje, ten zachowuje. Dlaczego piętnować to, że taki ktoś woli dostać za nią jakiś grosz. Gdzie tu jakikolwiek brak szacunku dla ofiar? Co w tym takiego strasznego? Przecież świadomość, że można dostać pieniądze, sprawia, że część pamiątek, jako bezużyteczna i bezwartościowa, nie ląduje w koszach na śmieci. I na koniec dodam, że ta aukcja nie dotyczyła zagłady, tylko pamiątek po ludziach, którzy doznali tej samej śmierci w obozach Hitlera. Gwiazda Dawida i "P" na drelichu oświęcimskim mojego Ojca to stygmaty tej samej śmierci i ofiary.
Linki
https://www.bbc.com/polska/articles/c04g0kdzpq5o
https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-skandaliczna-aukcja-w-niemczech-jest-komunikat-msz,nId,8041579