Halina Rometzki (PL)
Halina Rometzki / Halina Romecki / Halina Romecka, aktywistka polonijna w Berlinie.
Uwaga, zgodnie z informacjami podanymi przez synów Haliny Romeckiej, zniemczenie nazwiska nie było decyzją Haliny, lecz tak właśnie po przyjeździe do Niemiec cała rodzina zapisana została w księgach meldunkowych przez niemiecki urząd.
Materiałów do napisania artykułu na temat Haliny Rometzki dostarczyły rozmowy, jakie Ewa Maria Slaska przeprowadziła z Bronisława Karkos, Ilona Kehler i rodziną Haliny Rometzki, dwoma synami, Markiem i Pawłem, i ich żonami latem 2018 roku.
Bronisława Karkos była do niedawna przewodniczącą oddziału berlińskiego Związku, następczynią Haliny Rometzki. Ilona Kehler była jej zastępczynią, a jej ojciec znał Halinę Rometzki jeszcze z czasów, gdy sam się aktywnie udzielał i w Związku, i w Polskim klubie Olimpijskim w latach 80. Z tych wszystkich rozmów wyłania się Halina jako człowiek
Dzieciństwo i młodość
Halina Józefiak urodziła się 26 sierpnia 1926 roku w Łodzi, gdzie wyrastała w rodzinie skromnie sytuowanej, ale szczęśliwej. Ojciec był pracownikiem komunikacji tramwajowej, mama przez jakiś czas prowadziła kiosk, ale ze względów zdrowotnych przez większość czasu przed wojną była gospodynią domową. Żyli biednie, ale pogodnie. Zachowane fotografie pokazują szczęśliwych rodziców i trójkę wesołych dzieci, dwie siostry i brata. Brat, Cezary Józefiak, profesor ekonomista, jest zresztą postacią bardzo znaną. Był senatorem I kadencji i członkiem Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998-2004.
Halina Romecka urodziła aię w roku 1928 w Łodzi; zmarła 30 stycznia 2017 roku w Berlinie.
Była osobą bardzo znaną w środowisku Polonii berlińskiej. Miała zdecydowany sposób bycia i zdecydowany sposób wyrażania opinii. Zachowaliśmy ją w pamięci jako kobietę starszą, ale pełną energii i życia. Była przewodniczącą Oddziału Berlin w Związku Polaków w Niemczech i założycielką Polskiego Towarzystwa Szkolnego Oświata.
Była osobistością świata polonijnego, a na jej wizerunek składa to się kilka określeń: Polka, Związek Polaków, Oświata, koncert dla powodzian. Pod tymi hasłami można ją znaleźć w internecie.
Dostała trzy ważne odznaczenia, przyznawane Polakom za granicą i Polakom w Niemczech: Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Odrodzenia Polski (1996), Złotą Odznakę Związku Polaków w Niemczech (1997) i medal Komisji Edukacji Narodowej (2010).
22 października 2010 roku, gdy Ambasador RP wręczał jej Medal Komisji Edukacji Narodowej, Ferdynand Domaradzki, przewodniczący Polskiej Rady Związku Krajowego w Berlinie, wygłaszając laudację na cześć Haliny Rometzki, podkreślił, że jest osobą powszechnie znaną wśród Polonii berlińskiej, nie ma ważnego spotkania, dotyczącego spraw polskich, w którym nie brałaby czynnego udziału.
Wojna
Od roku 1941, kiedy skończyła 13 lat aż do końca II wojny światowej, była robotnicą przymusową. Jej historia została w roku 2010/2011 pokazana na wystawie o pracy przymusowej w Muzeum Żydowskim w Berlinie. Halina pracowała najpierw w swoim rodzinnym mieście w niemieckiej knajpie jako posługaczka. Wychodziła do pracy o świcie, szorowała podłogi, wynosiła ciężkie kubły pełne śmieci, zmywała. Kradła chleb dla rodziny. Potem została robotnicą w zakładach Telefunkena w Łodzi, a gdy w roku 1944 zakłady przeniesiono w głąb Niemiec - w Ulm nad Dunajem. Do Ulm została deportowana wraz z młodszą siostrą i dwoma tysiącami innych robotników.
Opowiadała o epizodzie, który wydarzył się tuż po przyjeździe do Niemiec, gdy przymusowi polscy pracownicy byli przydzielani do "bauerów"; mieli u nich pracować, aż do ukończenia budowy fabryki Telefunken. Robotnicy siedzieli na dworcu, byli głodni, wystraszeni i wtedy, jak to opowiedziała Halina, "zjawił się Anioł; zostaliśmy zaproszeni do domu, dostaliśmy chleb i zupę. Ludzie, którzy nas ugościli, płakali, że takie dzieci wywieziono. Byt to jednak wyjątkowy wypadek w owych czasach".
Wielkim przeżyciem był dla Haliny Rometzki wyjazd do Ulm w roku 1986. Była to duża akcja, nazwana "Die 2. Reise nach Ulm - Druga podróż do Ulm". Zaproszono byłych robotników przymusowych i przyjęto ich tam ze wszelkimi honorami. Zasługą Haliny było doprowadzenie do tego, że w roku 2009 inicjatorzy tej akcji zostali odznaczeni wysokimi polskimi odznaczeniami.
Twierdziła, że "upamiętnienie złej przeszłości powinno dać poznanie prawdziwej historii i doprowadzić do zgody i porozumienia". Halina wpisała to zdanie do księgi pamiątkowej wystawy o martyrologii działaczy mniejszości polskiej w Niemczech podczas II wojny światowej, zorganizowanej w roku 2009 w obozie Sachsenhausen. Miała przypominać o prześladowaniach mniejszości polskiej w Niemczech w okresie III Rzeszy, pokazywać losy ludzi. Warto przypomnieć, że prześladowanie działaczy Związku Polaków w Niemczech zaczęło się już w sierpniu 1938 roku i trwało do końca wojny. Niemcy aresztowali w tym czasie około 2000 Polaków, którzy trafili do obozów koncentracyjnych. W 1939 roku zakazano działalności organizacji polskich, a ich majątek został skonfiskowany. Organizatorzy wystawy piszą, że tym samym działacze organizacji polskich należy uznać za pierwsze ofiary Il wojny światowej.
Oświata
Ferdynand Domaradzki w momencie wygłaszania laudacji nie był jeszcze Przewodniczącym Polskiej Rady, ale był już od lat działaczem polonijnym, człon
kiem Zarządu Polskiego Towarzystwa Szkolnego „Oświata" w Berlinie. W swym wystąpieniu przypomina, że w latach osiemdziesiątych, gdy do Berlina przy była olbrzymia fala emigrantów z Polski, zrodziła się konieczność nauczania języka polskiego na podobną do przedwojennej skalę. Wówczas berliński Oddział Związku Polaków w Niemczech ze swoim ówczesnym przewodniczącym Zygmuntem Wesołowskim, braćmi Stefanern i Zbigniewem Baczewskimi, Haliną Rometzki, Edwardem Dudkiewiczem i Wojciechem Soczówką rozpoczął trudną batalię o reaktywowanie „Oświaty". Uroczysta inauguracja pierwszego roku szkolnego odbyła się 11 października 1988 roku. Pani Halina Rometzki od tego momentu nieprzerwanie towarzyszy nauczycielom i uczniom, Oświaty" i wspiera ich działania. Wystawiono jej legitymację Towarzystwa z numerem 2 i do końca życia była członkinia Oświaty".
Wzruszające były, pisze Domaradzki, spotkania Haliny Rometzki z najmłodszym pokoleniem Polaków w Berlinie, z uczniami, z którymi rozmawiała o potrzebie mądrej dumy narodowej, konieczności pamiętania o swoich korzeniach i zgłębianiu historii, gdyż tylko wiedza o przeszłości może uchronić narody przed kolejnymi cierpieniami. Dlatego wspierała dążenia tych organizacji polskich i polonijnych, które chciały, by w Berlinie powstało centrum, upamiętniające martyrologię Polaków.
Był to oczywiście temat kontrowersyjny. Byli tacy, którym zależało na upamiętnieniu martyrologii, ale nowa Polonia wolałaby, by powstało centrum przypominające rolę Polaków w historii tego miasta i že martyrologia to nie jest motyw, wokół którego powinna się ogniskować pamięć o Polakach. Podobnie jak Niemcy nie powinni koncentrować pamięci o wojnie na wype. dzeniach, jak tego chciała Eryka Steinbach.
Halina Rometzki zaangażowała się w protest przeciwko Eryce Steinbach.
.... brak jest w Niemczech, napisała w liście otwartym Halina Rometzki, pomimo licznych ku temu dążeń, niezależnego miejsca pamięci i dokumentacji, w którym by przedstawiono i unaoczniono niemieckiej ludności związane z wydarzeniami wojennymi, bolesne doświadczenie narodu polskiego, narodu najbardziej pokrzywdzonego spośród wszystkich okupowanych narodów przez III Rzeszę. Takie miejsce pamięci mogłoby się przyczynić do niezbędnego, większego zrozumienia historycznych faktów wśród ludności niemieckiej oraz stanowić przyczynek do osiągnięcia deklarowanego przez wszystkie strony celu pojednania między oboma narodami.
W nawiązaniu do powyższego, wyrażam życzenie, że zrozumienie potrzeby stworzenia takiej placówki - miejsca pamięci i dokumentacji polskiej martyrologii z okresu II wojny światowej - w centrum Berlina w konsekwencji doprowadzi w najbliższej przyszłości do jej utworzenia.
Centrum martyrologii nie powstanie, ale w listopadzie 2017 roku ogłoszony został projekt wzniesienia pomnika polskiej martyrologii w Berlinie na placu Askańskim, naprzeciwko Centrum Wypędzeń. W stolicy Niemiec, napisał polski historyk Krzysztof Ruchniewicz, ma stanąć pomnik zgodny z aktualnymi potrzebami. Projekt znalazł ważnych zwolenników i inicjatorów niemieckich, w tym byłą przewodniczącą Bundestagu, Ritę Sismuth.
Halina
Gdy zaczęła się wojna, dla Haliny Jozefiak skończył się czas nauki szkolnej. Po dwóch łapankach - jednej w mieszkaniu, drugiej na ulicy - z których Halinie uda to się szczęśliwie wydostać najpierw ona, a potem jej młodsza siostra, Ewelina, już w wieku 13-14 lat zgłosiły
się do pracy, bo chroniło to przed łapankami i wywózką do Niemiec. Halina pracowała w niemieckiej knajpie, później obydwie pracowały w niemieckiej firmie Telefunken w Łodzi, a gdy wojna zbliżała się ku końcowi, fabrykę i jej łódzkich robotników wywieziono do Ulm. Mieszkali w Kaserne Wilhelmsburg. Praca była ciężka, ale na szczęście nie mordercza - była to jednak praca techniczna i odpowiedzialna. Mimo to robotnicy głodowali, marzli w nieogrzewanych pomieszczeniach W koszarach często psuły się sanitariaty, pracownicy musieli wychodzić w zimie za potrzeba poza mury koszar. Podczas bombardowań alianckich, następują cych przeważnie w godzinach nocnych, musieli się kryć w lodowatych piwnicach.
Wyzwolili ich Amerykanie. Część robotników postanowiła zostać na Zachodzie, ale Halina i jej siostra wróciły do domu. Halina skończyła w Łodzi wieczorową szkołę pielęgniarek, pracowała w szpitalu, gdzie poznała przyszłego męża, Mariana Romeckiego, z zasłużonej rodziny Żydów łódzkich. Jego dziadkiem był pedagog, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Badań nad Dziećmi, Abraham Szwajcer. Podjął starania, realizowane wspólnie ze Stefanem Kopcińskim, wprowadzenia obowiązku szkolnego dla wszystkich dzie ci, co w praktyce oznaczało starania, aby objąć przymusem szkolnym dzieci z biednych rodzin. Również syn Abrahama, Maurycy, byt pedagogiem. Jego syn, Marian, mąż Haliny, nie kontynuował jednak tradycji rodzinnej.
Opuścił szkołę, wyjechał do Lille we Francji, gdzie studiował włókiennictwo. Tuż przed wojną wrócił do Polski. Wojnę przeżył dzięki ucieczce na Wschód, do Rosji. Był na Uralu, gdzie pracował przy budowie kolei i gdzie nabawił się ciężkich chorób. Wrócił z armią kościuszkowców. Wskutek chorób nabytych na Syberii trafił do szpitala i tak się poznali z Haliną.
W roku 1948 Halina i Marian wzięli ślub, w roku 1949 urodził się starszy syn, Marek, który został architektem, W roku 1952 Pawet, który został lekarzem internistą.
W roku 1957 Halina i Marian Romeccy, korzystając z gomułkowskiej odwilży, wyjechali z Polski do Izraela. Zamieszkali w obozie dla imigrantów. Podobno zapytano ich, do którego obozu chcą pojechać, a Halina odpowiedziała, że jest pielęgniarką i chce jechać tam, gdzie jest szpital. Posłano ich do obozu niedaleko Cezarei, lecz okazało się, że nie ma tam żadnego szpitala, a sama Cezarea leży od setek lat w gruzach i jest zabytkiem archeologicznym. Wkrótce jednak Halina rzeczywiście rozpoczęła pracę w największym szpitalu w Izraelu - Tel HaShomer w Ramat Gan koło Tel Avivu. Rodzina zamieszkała koło szpitala. Była to bardzo dobra praca, a atmosfera w szpitalu była serdeczna i kole
żeńska. Halina i chłopcy szybko nauczyli się hebrajskiego. W ogóle trzeba powiedzieć, że mimo iż to mąż był Żydem, to jednak to Halina i synowie lepiej się zaadaptowali do życia w nowym kraju niż Marian Romecki. Marian chciał wracać do Europy.
W roku 1966 wyjechali więc, najpierw Halina z młodszym synem do Plettenbergu, gdzie Halina dostała pracę, potem Marian, a dopiero w cztery lata później, w roku 1970 - Marek, który ukończył w Izraelu szkołę i wyjechał dopiero po maturze i trzyletniej służbie wojskowej. Przyjechał już do Berlina, gdzie w roku 1967 przenieśli się rodzice i brat
W Niemczech nazwisko Romecki/Romecka/Romeccy przybrało nieodmienną i zniemczoną formę Rometzki, tak zapisali to urzędnicy. Halina rozpoczęła pracę w Jüdisches Krankenhaus w Berlinie.
Związek
W roku 1970 Halina i Marian Rometzki zapisali się do Związku Polaków w Niemczech. We wspomnieniu pośmiertnym o matce Marek Rometzki napisał, że Halina i Marian poszukiwali kontaktu z językiem polskim,
ale też liczyli na to, że dzięki przynależności do Związku będą mogli odwiedzać Polskę. Niestety okazało się to mrzonką. Marian zmarł w roku 1981 i nigdy nie uda to mu się odwiedzić kraju. Halina Rometzki do roku 1990 nie uzyskała prawa przyjazdu do Polski, choćby na kilka tygodni - w ciągu całego pobytu na emigracji od roku 1957 do roku 1990 trzykrotnie uzyskała zgodę na przyjazd do kraju na trzy dni - raz, gdy odwozi ta do domu chorą matkę i dwa razy po śmierci obojga rodziców. Zmieniło się to dopiero wraz ze zmianami politycznymi.
Synowie wyprowadzili się z domu, Halina owdowiała. Gdy wstąpiła do Związku, prezesem Oddziału Berlin był Józef Kulla. Po śmierci meža Halina zaczęła się intensywniej angażować w pracę Związku. Została sekretarzem, a potem przewodniczącą oddziału berlińskiego.
Do czasu zmian politycznych w Polsce Związek byt dla Polaków w Niemczech ojczyzną. Był ważny i skupiał jeśli nie wszystkich Polaków, to jednak wielu. Swego czasu byty w Berlinie nawet dwa oddziały Związku - na Charlottenburgu i Neukölln, a każdy liczy po kilkuset członków.
Niewątpliwie znaczenie Związku, jako organizacji zastępującej Polskę lub ułatwiające kontakty z Polską, zdecydowanie zmalało po roku 1989. Związek musiał się na nowo określić, i w tym przełomowym okresie działała Halina. Teraz chodziło przede wszystkim o to, żeby wykorzystać w interesie Polaków w Niemczech otwierające się możliwości związane z nową sytuacja polityczną i nowymi stosunkami polsko-niemiecki mi. Halina uważała jednocześnie, że pewne reguły w stosunkach z polskimi organizacjami i partiami, które w owym czasie chciałyby nabyć wpływ na działalność Związku lub wykorzystać go dla osiągnięcia własnych celów, powinny były być przestrzegane. Halina zawsze przypominała, że jest Polką, ale jednocześnie obywatelem niemiecką. Podkreślała, że powinniśmy uznawać obowiązki jako obywatele Niemiec, ale, oczywiście, mamy prawo przyjmować też wynikające z tego fak tu przywileje. Osobiście nie miała nigdy żadnych kompleksów z powodu tego, że była Polką, co na przykład w okresie, gdy rodzina przyjechała do Niemiec było bardzo rzadkie.
Halina, jako przewodnicząca oddziału berlińskiego, brała żywy udział w życiu społecznym i kulturalnym Polonii berlińskiej, utrzymywała bliskie kontakty z ambasadą polską, z przedstawicielami Senatu berlińskiego, z politykami niemieckimi i polskimi, brała udział
w organizowaniu imprez kulturalnych, była w kontakcie ze szkołami, uczącymi język polski.
Gdy zrezygnowała z tej funkcji w roku 1995, otrzymał dożywotni tytuł honorowego prezesa oddziału berlińskiego Bundu der Polen in Deutschland. W roku 1997 przyznano jej Złotą Odznakę Związku Polaków w Niemczech. Niestety i tu nie ma Haliny na liście odznaczonych.
W kwietniu 1996 roku Halina Rometzki otrzymała Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
Po odejściu Haliny z funkcji przewodniczącej berlin skiego Oddziału ujawniły się coraz wyraźniej konflikty w Związku Polaków w Niemczech na temat celów i powojennego upadku Związku. Halina bardzo nad tym ubolewała, nie miała już jednak wpływu na przebieg tych dyskusji
W roku 2010 Halina zorganizowała w ratuszu berlińskim wielki koncert na rzecz powodzian pod patronatem ówczesnego burmistrza - Klausa Wowereita. Wśród uczestników byli między innymi słynni Filharmonicy Berlińscy. Był to jej ostatni społeczny czyn. Halina miała wtedy 83 lata!
Szczęście do ludzi
Halina zawsze mówiła, że miała szczęście w kontaktach z ludźmi. I to się zaczęło już podczas wojny. Gdy Telefunken przeniósł się do Ulm, zanim fabryka rozpoczęła pracę, przywiezionych z Łodzi pracowników wy stano na prace do bauerów". Halina opowiadała sy nom, że ją i jej siostrę Ewę przydzielono do dwóch ro dzin. Halina trafiła do starszych ludzi, których synowie byli na froncie, Ewa do rodziny z córką inwalidka na wózku. Bauerzy zabrali dziewczyny z dworca, dali im taczkę, by mogły przewieźć walizki, po drodze užali li się nad losem tak młodych dziewczyn, wywiezionych tak daleko od domu rodzicielskiego, popłynęły nawet łzy. Odprowadzał je starszy policjant, który po jakimś czasie sam tę taczkę pchał. I, jak mówiła Halina, w jakimś momencie też miał łzy w oczach. Halina ,ze swo imi bauerami jadła przy wspólnym stole, co było wówczas zabronione. To byli dobrzy ludzie.
Gdy dziewczęta znalazły się wreszcie w fabryce w Ulm, otoczył je opieką znajomy majster, łódzki Niemiec, który przydzielał prace. Chroni je, dawał im na przykład swoje skarpety do cerowania, wynagradza jąc je kartkami na jedzenie. Skarcit Halinę gdy ją przy
łapał z niedozwolonym papierosem, zgniot go butem na podłodze, pytając po polsku, co by na to powiedzie li jej rodzice, którzy czekają w Łodzi na powrót dzieci.
Gdy przyszli Amerykanie, role się odwróciły. Teraz Halina i Ewa otaczały opieką swojego majstra", pod rzucając mu jedzenie z paczek UNRY. Gdy Romeccy przyjechali do Niemiec, Halina go odszukała i spotykali się z nim i z jego rodziną przez wiele lat.
Ostatnie lata
Halina i Marian mieszkali na Weddingu. W roku 2004 Halina, już od wielu lat wdowa, przeniosła się do Domu dla Seniorów Caritasu przy Winterfeldplatz. Gdy w roku 2012 przeszła ciężki wylew, nie mogła już mieszkać sama i zamieszkała w Domu Opieki St. Josef na Schönebergu. Była sparaliżowana, ale umysł nadal miała żywy i sprawny. Przez cały ten czas utrzymują z nią kontakt koleżanki ze Związku, które ją regularnie odwiedzają
Dr Peter Kroh, Łużyczanin, znawca problematyki mniejszościowej, autor książki „Minderheitenrecht ist Menschenrecht. Sorbische Denkanstöße für die politi sche Kultur in Deutschland und Europa", pisze list do Haliny, w którym wspomina ich spotkanie w Muzeum/ Miejscu Pamięci Sachsenhausen. Halina wygłosiła przemówienie i powiedziała wtedy, że pamiętanie o tym, co złe, powinno służyć do budowania na przyszłość stosunków opartych na przyjaźni. Pozostaje mi Pani w pamięci", pisze Kroh jako kobieta fizycznie mała, ale politycznie i duchowo - wielka. Z wielką odwagą poruszyła Pani w swym wystąpieniu te sprawy, które w sto sunkach polsko-niemieckich nie są w porządku. Cieszę się, że mogłem Panią poznać. Mam nadzieje, że mimo wielkiego cierpienia, zachowa Pani optymizm."
Tak niewątpliwie była silna, waleczna, wielka duchem. Rodzina podkreśla również, że była osobą kochającą, wielkiego serca, otwarta. Rodzina, synowie, wnuki, prawnuki, stanowiły dla niej cały świat. Kochała ludzi i ludzie ją kochali. Szczególnie serdecznymi uczuciami darzyła młodych ludzi. Ceniła ich pomysły, ich energie, ich odmienność. Sama też była pełna energii. Powerfrau, jak mówią synowe Haliny. Jedna z nich jest Niemką i nie mówi po polsku. Obie na przemian mówią więc po niemiecku:
Sie war eine energiegeladene, gonz herzliche Dome, eine Powerfrou.
Ein Glück so eine Schwiegermutter gehobt zu haben. Eine Dome wor sie bis zum Schluss. Sie hotte so viel Ausstrahlung.
Sie war gern im Mittelpunkt, aber nie auf Kosten von Anderen.
Sie ist immer auf Leute zugegangen. Sie verfügte über so viel Humor.
Synowie dodają jeszcze, że była pracowita i energiczna, samodzielna nawet w bardzo podeszłym wieku.
W międzyczasie dzwoni telefon, Paweł odbiera komórkę. Telefon wideo. Na ekranie pokazuje się broda ty, ciemnowłosy mężczyzna w średnim wieku. Dzwoni z Izraela. Poznał Halinę jeszcze sam będąc dzieckiem.
Sog mal, mówi Pawet, wie war meine Mama?
Jego rozmówca rozpromienia się: Eine liebvolle Frau, ein grosses Herz.
To ciekawe, bo wiele osób w Berlinie jest zdania, że Halina była niezwykle wymagająca i surowa w kontaktach zawodowych i w działaniach społecznych.
Rodzina się zgadza. Tak, była perfekcjonistką i zawsze miała wielkie cele. Była w ich realizacji stanowcza. Stale coś robiła, wciąż szukała nowych projektów. Chciało się jej. No i była osobą dominującą. To mogło niekiedy niektórych drażnić, a może nawet zranić.
Czy była optymistką, jak to napisał dr Peter Kroh.
Tak, odpowiadają cztery osoby naraz, po polsku i po niemiecku. Była pełna pozytywnej energii i optymizmu.
Początek roku 2017. Halina przebywa już od czterech lat w Seniorenheim St. Josef. Umiera na drugi wylew 30 stycznia. Zostawiła dwóch synów, czworo wnuków i dziewięcioro prawnuków. Miała 90 lat.
Ewa Maria Slaska zdjęcia z albumu rodzinnego
***
Synowie Haliny zakończyli swoje wspomnienie o matce, wygłoszone podczas ceremonii pożegnalnej, wierszem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego,
Ocalić od zapomnienia".
Ile razem dróg przebytych?
lle ścieżek przedeptanych?
lle deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami?
lle listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, žeby powstać
i znów iść i dojść do celu.
lle w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
lle chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?
Oczy twe jak piękne świece,
a w sercu źródło ich promienia.
Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia.
U twych ramion płaszcz powisa
krzykliwy, z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze, aż gdzie gwiazda Wenus
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.