Groby Polek w Berlinie
Bo miłość jest nieśmiertelna
Reblog mojego własnego tekstu sprzed 12 lat oraz poprawki i myśli z lutego 2025 roku
https://ewamaria.blog/2013/02/13/for-love-is-immortality-2/
Ewa Maria Slaska
Ci których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość jest nieśmiertelna
To napis na grobie Ewy S., Polki, która żyła i zmarła w Berlinie. (Uwaga. To nie ja. Piszę tu o niej jako o Ewie S. i zamazałam jej nazwisko na zdjęciu, bo nie dotarłam do tej osoby, która postawiła Ewie ten niewielki, ale pełen wielkiej miłości kamień nagrobny. Chyba niczego lepszego niż wiersz Emily Dickinson, zacytowany na tym nagrobku, nie mogłabym znaleźć na dzień świętego Walentego. Piszę “znaleźć”, bo naprawdę był to przypadek, że gdy wiele lat temu szukałyśmy z Anią K. polskich grobów na jednym z berlińskich cmentarzy, trafiłyśmy na jej grób. O tym, czy ktoś, czyj grób oglądamy, jest Polakiem czy nie, trudno jest w Berlinie zadecydować. Setki tysięcy ludzi nosi i nosiło polskie nazwiska i choć ich rodziny z całą pewnością kiedyś przybyły tu z Polski czy też może, po zaborach, z należących do Prus ziem polskich, wiele rodzin już dawno nie pamięta o swych polskich przodkach. Takie groby jednak bez wahania kwalifikujemy jako polskie, gdy są na nich polskie napisy jak na powyższym grobie lub polskie litery.
Gdy ktoś został na nagrobku zapisany jako “Janek Niedźwiedziński”, pisany zdrobniale Janek, i to ktoś, kto umarł w roku 1925 i to akurat 14 lutego (czyli dokładnie sto lat temu!), to był na pewno Polakiem i to świadomym swej polskości, jeśli na użytek życia i śmierci w Berlinie nie uprościł nazwiska lub mu go nie uproszczono posthum. Ba, nawet jego żona, rodowita Niemka, która potem po raz drugi wyszła za mąż za Niemca, pojawi się na wspólnej płycie nagrobnej jako “verwitw. Niedźwiedzińska” – wdowa po Niedźwiedzińskim.
Moim ulubionym przykładem polskiego tekstu jest grób na cmentarzu parafialnym katedry świętej Jadwigi.
Tu spoczywa
Julia z Zapletiałów de Bereźnicka
zmarła w wieku życia lat 24
w dniu 30. Maja 1856
Żona czuła, dobra matka
przyjaciółka szczera
Pamiątka iey zostanie każdemu
że ią znał droga y miła
Cmentarze to w ogóle miejsce, gdzie dużo jest mowy o miłości. Niedźwiedzińskiemu też ktoś napisał, że “So lange wir atmen wirst Du in uns leben und unvergesslich sein” – “jak długo oddychamy, będziesz w nas żył i nie zapomnimy o tobie”.
Ale też gróby Ewy S., ten z początku wpisu, grób z roku 2005, a więc sprzed 20 lat, jest świadectwem miłośco. Na grobie jest mały kamień w kształcie serca i po polsku cytat z wiersza Emily Dickinson, amerykańskiej poetki, tajemniczej samotniczki, ubierającej się na biało, która umarła przeżywszy zaledwie 30 lat. Nic o niej nie wiemy, nie wiemy, czy kochała kobiety, czy żonatego mężczyznę czy może kogoś z rodziny. Ale wiemy, że kochała. Napisała 600 wierszy, w większości tak krótkich, że japońscy twórcy haiku uznają ją za pokrewną duszę. Za jej życia opublikowano ich zaledwie sześć, resztę wydała drukiem już po jej śmierci, siostra poetki Lavinia. Ale, powórzmy, mimo iż nic o niej nie wiemy, wiemy że kochała. Bo inaczej nie potrafiłaby napisać takiego wersu, jak ten z nagrobka Ewy S.: “Ci których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość jest nieśmiertelna”.
Unable are the Loved to die
For Love is Immortality,
Nay, it is Deity—
Unable they that love—to die
For Love reforms Vitality
Into Divinity.
Emily Dickinson
***
Dopisek na 14 lutego 2025 roku: Kochane Czytelniczki, kochani Czytelnicy, kochajcie i bądźcie kochane i kochani. Dziś dzień świętego Walentego. Też o nim kiedyś pisałam. Nie bardzo to szczęśliwy patron dla zakochanych, ale tak go wybrano i już w XVII wieku Samuel Pepys pisał o tym, kto jest w danym roku jego Damą Walentynkową. Któregoś roku ofiarował był swej przydzielonej mu na owy rok damie tuzin par rękawiczek. O wszystkim tym wielu innych ciekawostkach związanych z dniem świętego Walentego donoszę w tym właśnie cytowanym wpisie. Zachęcam do lektury.
Ten kamień w kształcie serca znalazł w roku 2007 podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela i niósł przez całą drogę w plecaku w prezencie dla żony nasz blogowy autor, Mieczysław Węglewicz, wędrowiec i poeta, którego wtedy podczas tej pielgrzymki poznałam. TU o tym piszę. Widzieliśmy się w drodze po raz pierwszy i jedyny zaledwie przez godzinę czy dwie i nigdy się więcej nie spotkaliśmy. Mietek szedł dwa razy szybciej niż ja, nie mogłam mu więc towarzyszyć na trasie. A jednak do dziś jesteśmy w kontakcie i od czasu do czasu wolno mi opublikować jego wiersze.
To się nazywa przyjaźń.
Powiem więc jeszcze na zakończenie, że aczkolwiek uważam miłość za coś naprawdę cudownego, to jednak nauczyłam się dużo bardziej cenić przyjaźń. Bo dość często się zdarza, że miłość się kończy, a wtedy również często się zdarza, że nigdy już nie spotkasz człowieka, który był obiektem tej miłości. A przyjaźń… przyjaźń potrafi przetrwać latami i będzie z nami zawsze, również tam, gdzie miłość nas porzuciła.