Difference between revisions of "Julia Bereźnicka (PL)"
m |
|||
| Line 2: | Line 2: | ||
[[File:Picture1.jpg|alt=Grób Julii z Zaplietałłów Bereźnickiej na cmentarzu św. Jadwigi|thumb|Grób Julii z Zaplietałłów Bereźnickiej na cmentarzu św. Jadwigi (zdjęcie autorki)]] | [[File:Picture1.jpg|alt=Grób Julii z Zaplietałłów Bereźnickiej na cmentarzu św. Jadwigi|thumb|Grób Julii z Zaplietałłów Bereźnickiej na cmentarzu św. Jadwigi (zdjęcie autorki)]] | ||
Jest na niemieckim cmentarzu św. Jadwigi w Berlinie grób z napisem po polsku: | Jest na niemieckim cmentarzu św. Jadwigi w Berlinie grób z napisem po polsku: | ||
| Line 19: | Line 20: | ||
że ią znał droga y miła | że ią znał droga y miła | ||
| Line 25: | Line 27: | ||
Muszę tu Czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego były to, a i są nadal, poszukiwania wieloletnie. W Berlinie jest mianowicie 270 cmentarzy (z tego 240 wciąż jeszcze używanych, ale to nie ma nic do rzeczy, bo szukać trzeba i na cmentarzach powoli likwidowanych) i są w tej liczbie różne cmentarze specjalne, wojenne i wojskowe, francuskie, prawosławne, żydowskie, nawet dla samobójców, ale nie ma cmentarza polskiego. Nie ma również list osób pochowanych na cmentarzach. Tych kilku sławnych Polaków, którym zresztą często nie pisze się na grobach, że byli Polakami, znaleźć można z łatwością, no powiedzmy – w miarę łatwo, ale setki tysięcy tych, którzy pochodzili z Polski, tu mieszkali, żyli, pracowali i umarli, to nie znamienitości, lecz zwykli ludzie i nikt ich nigdzie nie wymienia. Ale to właśnie im czasem ktoś napisał coś po polsku, nie z obowiązku historycznego, lecz z potrzeby serca. Nie wiadomo zatem, gdzie są te groby, trzeba ich szukać, chodząc, chodząc, i jeszcze raz chodząc, a tego chodzenia na każdym cmentarzu jest dużo, bo są to przede wszystkim rozległe cmentarze o charakterze parkowym, a nawet leśnym, z niedużą ilością grobów na hektar. | Muszę tu Czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego były to, a i są nadal, poszukiwania wieloletnie. W Berlinie jest mianowicie 270 cmentarzy (z tego 240 wciąż jeszcze używanych, ale to nie ma nic do rzeczy, bo szukać trzeba i na cmentarzach powoli likwidowanych) i są w tej liczbie różne cmentarze specjalne, wojenne i wojskowe, francuskie, prawosławne, żydowskie, nawet dla samobójców, ale nie ma cmentarza polskiego. Nie ma również list osób pochowanych na cmentarzach. Tych kilku sławnych Polaków, którym zresztą często nie pisze się na grobach, że byli Polakami, znaleźć można z łatwością, no powiedzmy – w miarę łatwo, ale setki tysięcy tych, którzy pochodzili z Polski, tu mieszkali, żyli, pracowali i umarli, to nie znamienitości, lecz zwykli ludzie i nikt ich nigdzie nie wymienia. Ale to właśnie im czasem ktoś napisał coś po polsku, nie z obowiązku historycznego, lecz z potrzeby serca. Nie wiadomo zatem, gdzie są te groby, trzeba ich szukać, chodząc, chodząc, i jeszcze raz chodząc, a tego chodzenia na każdym cmentarzu jest dużo, bo są to przede wszystkim rozległe cmentarze o charakterze parkowym, a nawet leśnym, z niedużą ilością grobów na hektar. | ||
Dopisek w 10 lat później - w sieci są wspaniałe listy grobów, z których dla tematu, który mnie interesuje - Polki w Berlinie - niewiele wynika, bo samo polskie nazwisko na grobie niestety o niczym nie świadczy. Wprawdzie oznacza to, że kiedyś jedno, dwa lub pięć pokoleń wcześniej rodzina przybyła z terenów polskich, ale mogła się już dawno wtopić w kulturę niemiecką i sam grób z polskim nazwiskiem o | Dopisek w 10 lat później - w sieci są wspaniałe listy grobów, z których dla tematu, który mnie interesuje - Polki w Berlinie - niewiele wynika, bo samo polskie nazwisko na grobie niestety o niczym nie świadczy. Wprawdzie oznacza to, że kiedyś jedno, dwa lub pięć pokoleń wcześniej rodzina przybyła z terenów polskich, ale mogła się już dawno wtopić w kulturę niemiecką i sam grób z polskim nazwiskiem o nie świadczy o tym, że jest to grób polski, osoby pochodzącej z polski bądź przyznającej się do polskości. | ||
Wróćmy jednak do Julii, bo jej polskiść akurat nie ulega wątpliwości. Urodziła sie w roku 1832 czyli była dzieckiem po-powstaniowym. Pochodziła z rodziny Zaplietało i, co ciekawe, takiego nazwiska nie ma i nie było ani po polsku, ani po litewsku, rosyjsku czy białorusku! Nie ma też takiego słowa. W ogóle poza czeskim – nie ma takiego wyrazu. Po czesku słowo ''zaplietalo'' oznacza, że coś się zaplątało, i są ludzie, którzy się nazywają Zapletal. Jednak kochający mąż zapisał to nazwisko w wersji polskiej – z ''ł''. Zresztą sam kochający mąż, de Bereźnicki, czyli człowiek, którego nazwisko dwukrotnie podkreśla pochodzenie szlacheckie, poprzez ''de'' oraz poprzez końcówkę ''-cki'', też poniekąd nie istnieje''.'' Sama rodzina oczywiście jest jak najbardziej, wystarczy wspomnieć słynnego spocianina | Wróćmy jednak do Julii, bo jej polskiść akurat nie ulega wątpliwości. Urodziła sie w roku 1832 czyli była dzieckiem po-powstaniowym. Pochodziła z rodziny Zaplietało i, co ciekawe, takiego nazwiska nie ma i nie było ani po polsku, ani po litewsku, rosyjsku czy białorusku! Nie ma też takiego słowa. W ogóle poza czeskim – nie ma takiego wyrazu. Po czesku słowo ''zaplietalo'' oznacza, że coś się zaplatało lub zaplątało, i są ludzie, którzy się nazywają Zapletal. Jednak kochający mąż zapisał to nazwisko w wersji polskiej – z ''ł''. Zresztą sam kochający mąż, de Bereźnicki, czyli człowiek, którego nazwisko dwukrotnie podkreśla pochodzenie szlacheckie, poprzez ''de'' oraz poprzez końcówkę ''-cki'', też poniekąd nie istnieje''.'' Sama rodzina oczywiście jest jak najbardziej, wystarczy wspomnieć słynnego spocianina, malarza Kiejstuta Bereźnickiego, ale w genealogii rodziny Bereźnickich nie ma nikogo z Berlina, nikogo, kto by się pisał ''de Bereźnicki'' i nikogo, kto by się ożenił z Julią – już mniejsza o nazwisko panny, z jakąkolwiek Julią! | ||
Sądzę zresztą, że państwo Bereźniccy nie mieszkali w Berlinie, bo nie ma ich w księgach adresowych ani z roku 1856 ani, co też sprawdziłam, z roku 1857 (na wypadek gdyby właśnie zamieszkali, co by znaczyło, że zostali zapisani dopiero w rok później). Czyli zapewne tylko przejeżdżali przez Berlin, podążając czy to do wód w południowych Niemczech, czy to do Francji, czy, jak np. Sienkiewicz w 20 lat później, do Ameryki. Jeżeli przejeżdżali, to i tak nie wiadomo skąd jechali. Z Warszawy jeszcze nie mogli, jak Sienkiewicz, dojechać wygodnie koleją, bo ta w w połowie XIX wieku jeszcze nie łączyła bezpośrednio Warszawy i Berlina. Jeździło się dyliżansem, kursowym, lub wynajętym na potrzeby grupy przyjacielskiej czy rodzinnej. Być może pani i pan Bereźniccy jechali karetą, oczywiście na resorach, może nawet tzw. landarą czyli najlepszą kareta w Europie, produkowaną w mieście Landau w niemieckim Palatynacie. | Sądzę zresztą, że państwo Bereźniccy nie mieszkali w Berlinie, bo nie ma ich w księgach adresowych ani z roku 1856 ani, co też sprawdziłam, z roku 1857 (na wypadek gdyby właśnie zamieszkali, co by znaczyło, że zostali zapisani dopiero w rok później). Czyli zapewne tylko przejeżdżali przez Berlin, podążając czy to do wód w południowych Niemczech, czy to do Francji, czy, jak np. Sienkiewicz w 20 lat później, do Ameryki. Jeżeli przejeżdżali, to i tak nie wiadomo skąd jechali. Z Warszawy jeszcze nie mogli, jak Sienkiewicz, dojechać wygodnie koleją, bo ta w w połowie XIX wieku jeszcze nie łączyła bezpośrednio Warszawy i Berlina. Jeździło się dyliżansem, kursowym, lub wynajętym na potrzeby grupy przyjacielskiej czy rodzinnej. Być może pani i pan Bereźniccy jechali karetą, oczywiście na resorach, może nawet tzw. landarą czyli najlepszą kareta w Europie, produkowaną w mieście Landau w niemieckim Palatynacie. | ||
A zatem: nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd, wiadomo jednak, że w maju 1856 roku byli w Berlinie. | Dla porządku dodam, że sprawdziłam też gazety codzienne z 1856 roku, sprawdzając, czy nie odnotowano ich przyjazdu, lub może hotelu, w jakim się zatrzymali, lub wreszcie pogrzebu, ale też nic nie znalazłam. | ||
A zatem: nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd, wiadomo jednak, że w maju 1856 roku byli w Berlinie, bo Julia tu umarła i tu została pochowana. | |||
W połowie XIX wieku w królewskim Berlinie mieszkało już wielu Polaków, ale ich masowy napływ do stolicy miał się zacząć dopiero po roku 1870, kiedy miasto zostało mianowane stolicą cesarstwa. Zanim się tak jednak stało, do Berlina przyjeżdżało się w trzech celach – po nauki, jak Chopin, który słuchał tu wykładów Hegla, do wojska, jak rodzina Bogusławskich, lub do pracy w administracji królewskiej, gdzie najwyższe stanowiska zastrzeżone były dla arystokracji. Po to przyjechali do Berlina Radziwiłłowie i Raczyński. Arystokracja nie umie wszak żyć bez dworu władcy i tylko król może dać jej zatrudnienie. Czy Bereźnicki też po to przyjechał. Nie był arystokratą, ale może był szlachcicem w służbie Radziwiłłów? Na tym samym cmentarzu, na którym pochował żonę, jest też grób Feliksa Hilarego Podlewskiego, nauczyciela książąt Radziwiłłów. | W połowie XIX wieku w królewskim Berlinie mieszkało już wielu Polaków, ale ich masowy napływ do stolicy miał się zacząć dopiero po roku 1870, kiedy miasto zostało mianowane stolicą cesarstwa. Zanim się tak jednak stało, do Berlina przyjeżdżało się w trzech celach – po nauki, jak Chopin, który słuchał tu wykładów Hegla, do wojska, jak rodzina Bogusławskich, lub do pracy w administracji królewskiej, gdzie najwyższe stanowiska zastrzeżone były dla arystokracji. Po to przyjechali do Berlina Radziwiłłowie i Raczyński. Arystokracja nie umie wszak żyć bez dworu władcy i tylko król może dać jej zatrudnienie. Czy Bereźnicki też po to przyjechał. Nie był arystokratą, ale może był szlachcicem w służbie Radziwiłłów? Na tym samym cmentarzu, na którym pochował żonę, jest też grób Feliksa Hilarego Podlewskiego, nauczyciela książąt Radziwiłłów. | ||
| Line 55: | Line 59: | ||
R.I.P. | R.I.P. | ||
Podlewski i Julia zostali pochowani na Cmentarzu św. Jadwigi Śląskiej, katolickiej patronki miasta, cmentarzu nie tylko tak nazwanym, ale należącym do Katedry św. Jadwigi, czyli najważniejszej świątyni katolickiej w tym protestanckim mieście. Był to najstarszy cmentarz katolicki w mieście. Został założony w roku 1834. Niemiecki impresjonista Franz Skarbina (1849-1910) namalował w roku 1896 obraz przedstawiający Dzień Zaduszny na tym cmentarzu. | Podlewski i Julia zostali pochowani na Cmentarzu św. Jadwigi Śląskiej, katolickiej patronki miasta, cmentarzu nie tylko tak nazwanym, ale należącym do Katedry św. Jadwigi, czyli najważniejszej świątyni katolickiej w tym protestanckim mieście. Był to też najstarszy cmentarz katolicki w mieście. Został założony w roku 1834. Niemiecki impresjonista Franz Skarbina (1849-1910) namalował w roku 1896 obraz przedstawiający Dzień Zaduszny na tym cmentarzu. | ||
[[File:Franzskarbina.jpg|alt=Franz Skarbina, Allerseelentag (Hedwigskirchhof) 1896|thumb|Franz Skarbina, Allerseelentag (Hedwigskirchhof) 1896 (Wikipedia, domena publiczna)]] | [[File:Franzskarbina.jpg|alt=Franz Skarbina, Allerseelentag (Hedwigskirchhof) 1896|thumb|Franz Skarbina, Allerseelentag (Hedwigskirchhof) 1896 (Wikipedia, domena publiczna)]] | ||
Ale to wszystko później, i pogrzeb Podlewskiego, i obraz, i kolej, i napływ Polaków biorących udział w rozbudowie stolicy. Na razie miasto jest jeszcze wciąż dość prowincjonalne i daleko mu do europejskich stolic jak Paryż czy Rzym. | Ale to wszystko później, i pogrzeb Podlewskiego, i obraz, i kolej żelazna, i napływ Polaków biorących udział w rozbudowie stolicy. Na razie miasto jest jeszcze wciąż dość prowincjonalne i daleko mu do europejskich stolic jak Paryż czy Rzym. | ||
Ale było już miasto, był cmentarz, był grób. Nic więcej nie wiadomo, bo księgach cmentarnych go nie ma. | Ale było już miasto, był cmentarz, był grób. Nic więcej nie wiadomo, bo księgach cmentarnych go nie ma. | ||
Latest revision as of 14:02, 30 April 2025
Ewa Maria Slaska
Jest na niemieckim cmentarzu św. Jadwigi w Berlinie grób z napisem po polsku:
Tu spoczywa
Julia z Zapletiałów de Bereźnicka
zmarła w wieku życia lat 24
w dniu 30. Maja 1856
Żona czuła, dobra matka
przyjaciółka szczera
Pamiątka iey zostanie każdemu
że ią znał droga y miła
Nie jest to najstarszy grób polski w Berlinie, bo grafik Daniel Chodowiecki zmarł w roku 1801, a generał i pisarz Karl Andreas von Boguslawski w roku 1811, ale jest to najstarszy “grób prywatny”, jaki znalazłam podczas mych wieloletnich poszukiwań.
Muszę tu Czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego były to, a i są nadal, poszukiwania wieloletnie. W Berlinie jest mianowicie 270 cmentarzy (z tego 240 wciąż jeszcze używanych, ale to nie ma nic do rzeczy, bo szukać trzeba i na cmentarzach powoli likwidowanych) i są w tej liczbie różne cmentarze specjalne, wojenne i wojskowe, francuskie, prawosławne, żydowskie, nawet dla samobójców, ale nie ma cmentarza polskiego. Nie ma również list osób pochowanych na cmentarzach. Tych kilku sławnych Polaków, którym zresztą często nie pisze się na grobach, że byli Polakami, znaleźć można z łatwością, no powiedzmy – w miarę łatwo, ale setki tysięcy tych, którzy pochodzili z Polski, tu mieszkali, żyli, pracowali i umarli, to nie znamienitości, lecz zwykli ludzie i nikt ich nigdzie nie wymienia. Ale to właśnie im czasem ktoś napisał coś po polsku, nie z obowiązku historycznego, lecz z potrzeby serca. Nie wiadomo zatem, gdzie są te groby, trzeba ich szukać, chodząc, chodząc, i jeszcze raz chodząc, a tego chodzenia na każdym cmentarzu jest dużo, bo są to przede wszystkim rozległe cmentarze o charakterze parkowym, a nawet leśnym, z niedużą ilością grobów na hektar.
Dopisek w 10 lat później - w sieci są wspaniałe listy grobów, z których dla tematu, który mnie interesuje - Polki w Berlinie - niewiele wynika, bo samo polskie nazwisko na grobie niestety o niczym nie świadczy. Wprawdzie oznacza to, że kiedyś jedno, dwa lub pięć pokoleń wcześniej rodzina przybyła z terenów polskich, ale mogła się już dawno wtopić w kulturę niemiecką i sam grób z polskim nazwiskiem o nie świadczy o tym, że jest to grób polski, osoby pochodzącej z polski bądź przyznającej się do polskości.
Wróćmy jednak do Julii, bo jej polskiść akurat nie ulega wątpliwości. Urodziła sie w roku 1832 czyli była dzieckiem po-powstaniowym. Pochodziła z rodziny Zaplietało i, co ciekawe, takiego nazwiska nie ma i nie było ani po polsku, ani po litewsku, rosyjsku czy białorusku! Nie ma też takiego słowa. W ogóle poza czeskim – nie ma takiego wyrazu. Po czesku słowo zaplietalo oznacza, że coś się zaplatało lub zaplątało, i są ludzie, którzy się nazywają Zapletal. Jednak kochający mąż zapisał to nazwisko w wersji polskiej – z ł. Zresztą sam kochający mąż, de Bereźnicki, czyli człowiek, którego nazwisko dwukrotnie podkreśla pochodzenie szlacheckie, poprzez de oraz poprzez końcówkę -cki, też poniekąd nie istnieje. Sama rodzina oczywiście jest jak najbardziej, wystarczy wspomnieć słynnego spocianina, malarza Kiejstuta Bereźnickiego, ale w genealogii rodziny Bereźnickich nie ma nikogo z Berlina, nikogo, kto by się pisał de Bereźnicki i nikogo, kto by się ożenił z Julią – już mniejsza o nazwisko panny, z jakąkolwiek Julią!
Sądzę zresztą, że państwo Bereźniccy nie mieszkali w Berlinie, bo nie ma ich w księgach adresowych ani z roku 1856 ani, co też sprawdziłam, z roku 1857 (na wypadek gdyby właśnie zamieszkali, co by znaczyło, że zostali zapisani dopiero w rok później). Czyli zapewne tylko przejeżdżali przez Berlin, podążając czy to do wód w południowych Niemczech, czy to do Francji, czy, jak np. Sienkiewicz w 20 lat później, do Ameryki. Jeżeli przejeżdżali, to i tak nie wiadomo skąd jechali. Z Warszawy jeszcze nie mogli, jak Sienkiewicz, dojechać wygodnie koleją, bo ta w w połowie XIX wieku jeszcze nie łączyła bezpośrednio Warszawy i Berlina. Jeździło się dyliżansem, kursowym, lub wynajętym na potrzeby grupy przyjacielskiej czy rodzinnej. Być może pani i pan Bereźniccy jechali karetą, oczywiście na resorach, może nawet tzw. landarą czyli najlepszą kareta w Europie, produkowaną w mieście Landau w niemieckim Palatynacie.
Dla porządku dodam, że sprawdziłam też gazety codzienne z 1856 roku, sprawdzając, czy nie odnotowano ich przyjazdu, lub może hotelu, w jakim się zatrzymali, lub wreszcie pogrzebu, ale też nic nie znalazłam.
A zatem: nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd, wiadomo jednak, że w maju 1856 roku byli w Berlinie, bo Julia tu umarła i tu została pochowana.
W połowie XIX wieku w królewskim Berlinie mieszkało już wielu Polaków, ale ich masowy napływ do stolicy miał się zacząć dopiero po roku 1870, kiedy miasto zostało mianowane stolicą cesarstwa. Zanim się tak jednak stało, do Berlina przyjeżdżało się w trzech celach – po nauki, jak Chopin, który słuchał tu wykładów Hegla, do wojska, jak rodzina Bogusławskich, lub do pracy w administracji królewskiej, gdzie najwyższe stanowiska zastrzeżone były dla arystokracji. Po to przyjechali do Berlina Radziwiłłowie i Raczyński. Arystokracja nie umie wszak żyć bez dworu władcy i tylko król może dać jej zatrudnienie. Czy Bereźnicki też po to przyjechał. Nie był arystokratą, ale może był szlachcicem w służbie Radziwiłłów? Na tym samym cmentarzu, na którym pochował żonę, jest też grób Feliksa Hilarego Podlewskiego, nauczyciela książąt Radziwiłłów.
Tu spoczywa
śp. Feliks Hilary Podlewski
ur. d. 4 Stycznia 1801 roku
w Branicach pod Krakowem
zm. d. 24 listopada 1897
w Berlinie
Serdecznemu przyjacielowi
i nauczycielowi
Xiążeta Radziwiłłowie
R.I.P.
Podlewski i Julia zostali pochowani na Cmentarzu św. Jadwigi Śląskiej, katolickiej patronki miasta, cmentarzu nie tylko tak nazwanym, ale należącym do Katedry św. Jadwigi, czyli najważniejszej świątyni katolickiej w tym protestanckim mieście. Był to też najstarszy cmentarz katolicki w mieście. Został założony w roku 1834. Niemiecki impresjonista Franz Skarbina (1849-1910) namalował w roku 1896 obraz przedstawiający Dzień Zaduszny na tym cmentarzu.
Ale to wszystko później, i pogrzeb Podlewskiego, i obraz, i kolej żelazna, i napływ Polaków biorących udział w rozbudowie stolicy. Na razie miasto jest jeszcze wciąż dość prowincjonalne i daleko mu do europejskich stolic jak Paryż czy Rzym.
Ale było już miasto, był cmentarz, był grób. Nic więcej nie wiadomo, bo księgach cmentarnych go nie ma.
Nie ma Bereźnickiego, nie ma Zaplietałów. Nie ma Julii. Jest tylko grób.
Interesujące, że przez prawie 170 lat go nie usunięto, a przecież nikt o niego nie dbał.
Linki i bibliografia
https://ewamaria.blog/2015/06/09/dziewczyna-z-cmentarza-w-berlinie/
Ewa Maria Slaska, Michał Rembas, Nie umarłem. Ich bin nicht tot, Berlin 2017; ISBN: 9788393752218 / https://www.taniaksiazka.pl/nie-umarlem-ich-bin-nicht-tot-ewa-maria-slaska-p-1119438.html?srsltid=AfmBOoqyPFDClSdnSwOHrM8X0Dpfk17Yki66G4JT2vIEd1QwkzX6Vr1T
https://ewamaria.blog/2023/11/05/groby-i-slady/
Ewa Maria Slaska, Roman Brodowski, O polskich grobach w Berlinie. Cyganie. Magazyn Polonia, kwartalnik Polaków w Niemczech, Berlin 2016, nr 7 (również po niemiecku) - s. 60
Ewa Maria Slaska, Mors porta vita, o grobach polskich w Berlinie, cz. I, Pro Libris, Lubuskie Pismo Literacko-Kulturalne, nr 1 (28), Zielona Góra 2008, s. 100