Olga Boznańska

Z Polkopedia
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania

Autorka: Ewa Maria Slaska

* 15 kwietnia 1865 w Krakowie, † 26 października 1940 w Paryżu

Autoportret Olgi Boznańskiej z 1893 roku.
Autoportret Olgi Boznańskiej namalowany w 1893 roku. Miała wówczas 28 lat (domena publiczna).

Polska malarka, reprezentantka impresjonizmu, mimo że odżegnywała się od ej etykietki; przedstawicielka modernizmu; od 1898 zamieszkała w Paryżu, członkini szkoły monachijskiej, Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” (1898) i Société Nationale des Beaux-Arts (1901). Sama mówiła, że jest przedstawicielką intimizmu (kierunek artystyczny przełomu wieków XIX/XX, przedstawianie scen skromnych, banalnych, domowych wnętrz i sytuacji).

W młodości utrzymywał ją jej zamożny ojciec, potem żyła z dochodów, jakie przynosiła pozostawiona jej w spadku przez ojca kamienica. Niekiedy sprzedawała swoje obrazy, ale nie była się w stanie z tego utrzymać.

Uważana za największą malarkę w dziejach polskiej sztuki.

Olga Boznańska
Olga Boznańska z psem KIki

Ostatnie lata

Karolina Dzimira-Zarzycka

Polscy dziennikarze bili na alarm. W takich warunkach ostatnie lata życia spędziła Olga Boznańska.

Olga Boznańska zapisała się w historii sztuki jako jedna z najważniejszych polskich artystek przełomu XIX i XX wieku. Od 1898 roku na stałe mieszkała w Paryżu, gdzie jej pracownia obrosła prawdziwą legendą. Z czasem jednak dziennikarze znad Wisły, z Jerzym Waldorffem na czele, zaczęli bić na alarm w jakich warunkach żyła wielka malarka. O tym jak wyglądały jej ostatnie lata pisze Karolina Dzimira-Zarzycka w książce pt. Własna pracownia.

Pierwsza prasowa wzmianka o myszach w pracowni Olgi Boznańskiej pochodzi z lutego 1902 roku. „Słowo Polskie” zamieszcza wtedy krótką relację z atelier malarki na Montparnassie. W dziedzińcu kamienicy przy rue de Vaugirard 114 Boznańska zajmuje pawilon ze szklanym dachem. Wysłannik czasopisma pisze tak: Pracownia przepojona wonią kwiatów – perfum szara malarka nie lubi. Umeblowanie skromniutkie, podium dla modeli. Ogromnie cicho: tylko samowar wiecznie syczy i białe myszki szeleszczą wśród papierków swego gniazdeczka. Ściany obwieszone szkicami tych obrazów, które malarka więcej kocha. „Mówią ludzie, że mam ich miliony”. Ot, i tyle. Szczegół z życia, który raczej nie powinien dziwić. Moda na zwierzątka domowe – w tym oswojone białe myszki – nabrała w XIX wieku potężnego rozpędu.

Boznańska musi mieć ich co najmniej kilka, bo dwie daje w prezencie córce znajomych. Ojciec dziewczynki, rzeźbiarz Kazimierz Ostrowski, nie jest chyba tym faktem zbyt uszczęśliwiony – teraz małe gryzonie biegają także po jego pracowni. Matka, poetka Bronisława Ostrowska, uczy je sztuczki: niczym cyrkowcy przechodzą przez ściągniętą z palca obrączkę. W nowym domu myszki zyskują imiona Fika i Mika. Sympatyczna historia.

Mijają lata. Atelier Boznańskiej obrasta kurzem – i legendą. Myszy staną się jej ważnym składnikiem. Wspomina o nich właściwie każdy, kto zajrzy do kolejnej pracowni artystki, przy boulevard du Montparnasse 49. Ale to już inne myszy. W 1928 roku dziennikarka Gina Szwarc relacjonuje czytelniczkom tygodnika „Ewa”: Dochodziły nas wieści o romantycznej pracowni pani Boznańskiej i legendy o niej. Z pokoju ciemnego, zawalonego płótnami, wchodzimy do obszernej pracowni. Dziwna to pracownia. Może istniały pracownie takie sto lat temu. Meble – ściślej mówiąc, zgruchotane meble  – stoją wzdłuż ścian. Pośrodku jakieś podium, szafy i szafki, kanapy i fotele, dywany postrzępione o startych od dawna deseniach. […] Jakieś cienie biegają od mebla do mebla. Z niemałym zdumieniem spostrzegamy dziesiątki myszy oswojonych.

Boznańska wyjaśnia zaskoczonej reporterce: „Mówią ludzie, że mam ich miliony – a to tylko te, które pani widzi. Czasem przyprowadzają towarzyszki swe z ogrodu. Och, są to zwykłe szare myszki – szykuję im trochę makaronu suszonego i chleba tu i tam – i oto przychodzą. Są to urocze stworzenia”.

Pracownia niczym wehikuł czasu. Połamane meble, z sufitu zwieszają się girlandy pajęczyn, ściany zdobią wypłowiałe tkaniny. Wieczorami malarka zapala lampę naftową, niemal do końca wzbraniając się przed zainstalowaniem w pracowni światła elektrycznego. Ciemny przedsionek przed pracownią Boznańskiej wydaje się wehikułem czasu, tunelem prowadzącym do innego wymiaru, magicznym portalem przenoszącym gości w przeszłość. Prawdziwe O północy w Paryżu.

Boznanska-przy-sztaludze1913domena-publiczna
Boznanska przy sztaludze, 1913, domena-publiczna

Stając w drzwiach pracowni, miałem za sobą nie przestrzeń, lecz lata przebyte – wstępowałem w rok 1910, z uczuciem człowieka, który schronił się do wnętrza obronnego zamku, przekonuje w 1937 roku pisarz Jerzy Waldorff. Nie jest w tych odczuciach odosobniony. W tym domu czas nie posuwa się naprzód. Przenoszę się dużo, dużo lat wstecz, przyznaje odwiedzająca Boznańską młodsza malarka. Ktoś inny pisze: W samym centrum Paryża, tu na Montparnassie, żyje jak na odludziu, nieomal jak pustelnica. Nie obchodzi ją już nic z tego, co dzieje się poza jej pracownią, poza jej sztuką.

Pracownia Boznańskiej to jej zaczarowane królestwo. Snuje się po nim trochę jak duch, trochę jak dama ze świata, który przestał już istnieć. Drobna, wątła, w sukniach modnych pod koniec XIX wieku i z wysoko upiętymi kokiem. Żywy okaz poprzedniej epoki.

Zofia Stryjeńska podsumuje: W czarnym stroju, z żółtobladą twarzą i siwymi baczkami koło uszu nie mogę powiedzieć, żeby p. Olga nie była wściekle stylowa – tylko że, psiakość, opóźniła swą aktualność o pół wieku.

Ze wszystkich ścian, z każdego zakamarka patrzą dawni modele Boznańskiej. Uwięzione w portretach spojrzenia, mgliste ślady bliskich – malarka w każdej kolejnej pracowni zawiesza choćby podobiznę dawnego narzeczonego – też mają w sobie coś z duchów przeszłości. Pisarka Aurelia Wyleżyńska miała wrażenie, że obrazom Boznańskiej specjalnie musi być dobrze w tym otoczeniu, jakby oderwanym od dziś, gdzie czas nie ma znaczenia i nic się nie zmieni, gdzie panuje jakaś cisza kojąca.

Zakurzone portrety przypominają zjawy, ale wcale nie straszą – towarzyszą. Tak jak zwierzęta. Z czasem menażeria artystki powiększa się bowiem o świnkę morską, pieski, parę kanarków i papugę. Malarka Katarzyna Librowicz, stremowana pierwszą wizytą w słynnym atelier, pisała: Pocieszało mnie tylko to, co słyszałam od różnych ludzi, że Olga Boznańska ma  m a s ę  ż y j ą c y c h  s t w o r ze ń  w  d o m u, a to zawsze ułatwia początek znajomości.

W latach dwudziestych historie o czworonożnych i skrzydlatych lokatorach pracowni dopełniały wizerunek Boznańskiej jako postaci nieco ekscentrycznej. Niektórzy widzieli w tym coś romantycznego. Szmer papierów poruszanych przez myszy, bo i one tu gościnę znalazły, przypomina zmer deszczu; na szarych kartonach majaczą postacie zadumane, owiane tajemnicą i czarem, pisała malarka Wanda Chełmońska w magazynie „Kobieta Współczesna”.

***

Wielka malarka umarła w nędzy, jej ciało znaleziono w łóżku wraz z truchłami zdechłych myszy.

Linki i książki

https://wielkahistoria.pl/polscy-dziennikarze-bili-na-alarm-w-takich-warunkach-ostatnie-lata-zycia-spedzila-olga-boznanska/

Karolina Dzimira-Zarzycka, Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków (Marginesy, lipiec 2025)

https://www.porta-polonica.de/pl/atlas-miejsc-pami%C4%99ci/olga-boznanska

https://youtu.be/ljPazP1xRaM?si=8xAbkeg9yr34vXvG

https://youtu.be/9BXv73eEqUM?si=ybi_tq8f9dyDW0bn

https://niezlasztuka.net/o-sztuce/olga-boznanska-obrazy-malowane-smutkiem/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Olga_Bozna%C5%84ska