Maria Hiszpańska-Neumann

Z Polkopedia
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania

Ja

Autorka: Ewa Maria Slaska

Maria Hiszpańska
Maria Hiszpańska

Maria Hiszpańska-Neumann (ur. 28 października 1917 w Warszawie, zm. 12 stycznia 1980 także w Warszawie) – polska artystka, graficzka i malarka, ilustratorka książek. Od roku 1965 tworzyła malarstwo ścienne i mozaiki w obiektach sakralnych.

Prace sygnowała rysunkiem myszki – symbol pochodzi od jej pseudonimu „Mysz”.

Była córką Stanisława Feliksa Hiszpańskiego, znanego warszawskiego mistrza szewskiego. Jej dziadek i pradziadek też zresztą byli słynnymi obuwnikami.

"Mysz" ("Mysza") przyjaźniła się z moją matką, również graficzką, Ireną Kuran-Bogucką. Znałam Mysz od dzieciństwa, mieszkałam u niej, gdy jeździłam do Warszawy. Była wspaniałą artystką i najbardziej niezwykłą przyjaciółką mojej Mamy. Tak wspaniałą, że nie można napisać o Myszy tak ot. Nie można, bo jest to opowieść na książkę.

Mysz była niesamowita, chuda, piękna, natchniona. Miała ręce pełne bransoletek. Ilustrowała średniowieczne poematy i opowieści.

Drzeworyt Marii "Myszy" Hiszpańskiej-Neumann, sygnowany myszką
Drzeworyt Marii "Myszy" Hiszpańskiej-Neumann, sygnowany myszką

Gdy poszłyśmy oglądać mozaikę św. Józefa z małym Jezusem w kościele św. Michała, Mysz powiedziała, że ona wie, że na tej jej mozaice Józef wygląda jak stary Żyd, ale też był starym Żydem. Byłam już wtedy podrośniętą panną i wydaje mi się, że był to pierwszy raz, że usłyszałam to słowo wypowiedziane na głos a nie szeptem na ucho (wiesz, że ona jest Żydówką?) i bez nimbu martyrologii. Ktoś wygląda jak Żyd i jest Żydem. Nie wiem, czy już wtedy wyciągnęłam z tego faktu informację, że Matka Boska i Jezus też byli Żydami. Kiedyś się tego dowiadujemy.

Córka

Córka, Bogna, jest moją rówieśnicą. Kiedyś uważałyśmy się za bliźniaczki i do dziś Bogna mówi do mnie "Bliźniaku". Widujemy się rzadko, bo mieszkamy daleko od siebie, ale w naszych stosunkach nic się przez ponad 70 lat nie zmieniło. Jesteśmy nieodmiennie zaprzyjaźnione. Był taki czas, że jej mama, moja mama i my dwie pisałyśmy do siebie listy codziennie, przesyłając sobie limeryki i inne lepieje. Co to są limeryki, dziś każdy wie (wtedy nie było to takie oczywiste, albo było wręcz nieoczywiste), ale lepieje to jest wyższa szkoła jazdy. "Lepiej dostać w głowę drągiem, niż się tu zajadać pstrągiem", napisała Wisława Szymborska, podobno wynalazczyni takiego absurdalnego dwuwiersza, w którym jedna niemiła rzecz jest lepsza od innej, też niemiłej. Tworzyłyśmy też moskaliki. "Kto mi powie, że Ludwisia dobrze się uwija w tańcu, temu bok obiję dzisiaj pod kościołem Zmartwychwstańców". Tu zawsze najpierw ktoś coś głosi, a potem czeka go za to kara i tam musi być obowiązkowo jakiś budynek kościelny lub jakaś jego część, nawa, kruchta, kaplica. Rymy abab, niewyszukane.

Do dziś, jak się spotkamy z Bogną, tworzymy na poczekaniu jakiegoś moskalika albo lepieja.

Mysz wymyśliła też ukręcany w mikserze deser z twarogu, cukru i śmietany. Był biały i gładki, dzięki czemu otrzymał nazwę "vinavil" - tak się nazywał i tak wyglądał peerelowski klej do drewna. Sprawdziłam w internecie - istnieje do dziś.

Syn

Wywiad Ewy Rejman z Michałem Neumannem

Wywiad Ewy Rejmann z Michałem Neumannem
Winieta wywiadu Ewy Rejmann z Michałem Neumannem

Za co Pana Mama trafiła do obozu?

– Oczywiście za to, że III Rzesza uznała, że mama zagraża jej bezpieczeństwu – dwudziestoparoletnia dziewczyna była śmiertelnym zagrożeniem dla III Rzeszy. Kiedy tylko zaczęła się wojna , wielu młodych ludzi pomyślało o tym, że trzeba by Niemcom trochę poprzeszkadzać. Powstał Związek Walki Zbrojnej, w którym znalazła się i moja mama. W ramach dokuczania Niemcom, chodziła po mieście i roznosiła konspiracyjne gazetki. 19 kwietnia 1941 roku po pracy postanowiła wpaść do przyjaciółki, Haliny Siemieńskiej. Niestety, akurat tego samego dnia do taty Haliny – pana profesora Siemieńskiego – przyszło gestapo i założyło w mieszkaniu kocioł. Mama wdepnęła w ten kocioł. Tu miała szczęście w nieszczęściu – po pierwsze w torebce została jej ostatnia gazetka. Na przesłuchaniu powiedziała, że jakiś nieznajomy wcisnął ją jej w tramwaju. Po drugie – Niemcy byli w czasie śledztwa absolutnie przekonani, że skoro przyszła do profesora Siemieńskiego, to jest z nim konspiracyjnie związana i razem z nim spiskuje przeciw III Rzeszy. Mama oczywiście spiskowała, ale zupełnie niezależnie. W czasie brutalnego śledztwa nikogo nie wsypała, także dlatego że kiedy pytano ją o profesora Siemieńskiego i ludzi z tego grona, dysponowała autentyczną i pełną niewiedzą. Zresztą – była niesamowitym twardzielem i jestem przekonany, że gdyby miała jakieś wiadomości, to też by nic nie pisnęła.

Po śledztwie najpierw trafiła do więzienia w Radomiu, potem w Pińczowie, a po roku do Ravensbrück. Od więźniarek pracujących w kancelarii obozowej dowiedziała się, że na jej karcie widnieje adnotacja, że jest przewidziana do tego, żeby stąd nie wyjść. Miała popracować, a potem zostałaby zgładzona.

Czy będąc dzieckiem, pytał Pan Mamę o jej przeżycia obozowe?

– Mieliśmy w domu dwóch świadków tamtej rzeczywistości – siostrę mamy, ciotkę Ragnę i mamę. Mama o sprawach obozowych nie mówiła prawie w ogóle – czasem tylko, jak ktoś na przykład narzekał, że ma do wykonania bezsensowną pracę, opowiadała, jak w obozie kazali im przerzucać łopatą piasek z jednego miejsca na drugie – tylko po to, aby zmęczyć więźniarki. Natomiast ciotka w kontekście obozu mówiła tylko o doświadczeniach ludzkiej solidarności, typu oddanie komuś kromki chleba. Tylko to widziała, a przynajmniej tylko o tym chciała mówić.

Maria Hiszpańska, rysunek z Ravensbrück
Maria Hiszpańska, rysunek z Ravensbrück

Dopytam o Ciotkę? W jaki sposób i za co została aresztowana?

– Postawa ciotki w czasie wojny wiele mówi o mentalności ludzi w tamtym okresie. Pewnego razu poszła na imieniny do przyjaciół. W tym czasie wiele osób chodziło w podobnych płaszczach. Wychodząc wzięła przez pomyłkę nie swój i włożyła rękę do kieszeni. Poczuła, że to nie jest je płaszcz. Wyjęła z kieszeni to, na co natrafiła. To była legitymacja gestapo. Szybko odwiesiła płaszcz i wyszła już we własnym. Do domu nie dotarła, bo już ją zwinęli. Trafiła na Pawiak, a potem do Ravensbrück.

Babcia czyli mama mamy i ciotki Ragny miała siostrę Jadwigę, a Jadwiga wyszła za mąż za profesora pediatrii, Niemca – bardzo szanowany człowiek, miał dojścia. Dotarł do samego Himmlera. Uzbrojony w list polecający od niego stawił się w obozie. Ciotka została wezwana, potwierdziła, że to jej wuj. Dostała propozycję od komendanta obozu, że może wyjść, ale jako Niemka. A ciotka na to powiedziała, że dziękuje, że bardzo chętnie wyjdzie, ale chce, żeby jej koleżanki Polki też mogły wyjść. Na to oczywiście zgody nie było. Ciotka została.

Po wojnie mocno osłabła na zdrowiu. Nikt nie wiedział, co jej dokładnie jest. Potem okazało się, że choruje na nowotwór. Trafiła na onkologię. Dopiero pod koniec życia powiedziała swojemu lekarzowi, że w obozie w ramach doświadczeń, wszczepiono jej komórki rakowe. Nie mówiła o tym nawet rodzinie.

Pana Mama była wybitną artystką, graficzką. Na czym skupiała się w swoich pracach?

– W obozie rysowała sceny obozowe. A jeśli dozorczynie, to nie były to upiększone portrety, raczej szkicowała je bijące i kopiące. Po obozie przez pewien czas kontynuowała tę tematykę, miała potrzebę „zrzucenia” z siebie tego, czego była świadkiem. Później pracowała jako ilustratorka książek; zilustrowała ich ok. 20. W jej pracach królowało średniowiecze, to była epoka, w której czuła się najlepiej. Jako młoda matka oczywiście szkicowała też nas – mnie i moją siostrę. W roku 1960 zdarzyła się dla mamy rzecz cudowna i zupełnie nieprawdopodobna w tamtych czasach – dostała możliwość zorganizowania wystawy w Egipcie i wyjazdu tam. W tym kraju zobaczyła na własne oczy, że „Stary Testament chodzi po ulicach” – od tej pory skupiała się na tematyce religijnej.

Maria Hiszpańska-Neumann, mozaika w kościele św. Michała Archanioła w Warszawie

Czy po powrocie z obozu Pana Mama utrzymywała kontakt z przyjaciółkami stamtąd?

– Mama po powrocie z obozu utrzymywała kontakt tylko z kilkoma koleżankami. Nie należała do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, bo tam zapisali się też tzw. „utrwalacze władzy ludowej”, czyli ci, którzy po wojnie niszczyli niepodległościowe podziemie. Było zaledwie kilka osób, z którymi się kontaktowała, ale to wszystko poza oficjalnymi strukturami.

A jeździła na coroczne pielgrzymki więźniarek na Jasną Górę?

– Nie, ale w czasie pobytu w obozie złożyła deklarację: „Matko Boska, jeśli stąd wyjdę, to na Jasną Górę pójdę”. Po wojnie nadeszły różne przeszkody, w końcu zwierzyła się z tego postanowienia spowiednikowi. On jej powiedział: „Pani Mario – sprawa otwarta”. Więc mając już ponad 50 lat poszła wraz z córką, z plecakami – nie była to zorganizowana pielgrzymka. Na zjazdy częstochowskie ja zacząłem jeździć kilka lat temu za sprawą pani dr Wandy Półtawskiej. Poznałem wtedy niektóre więźniarki, ale niestety teraz jest już ich niewiele…


Ravensbrück w twórczości Marii Hiszpańskiej-Neumann, IPN, 2025
Ravensbrück w twórczości Marii Hiszpańskiej-Neumann, IPN, 2025

Linki i literatura

https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Hiszpa%C5%84ska-Neumann

https://ewamaria.blog/2015/05/21/reblog-przyjaciele-moich-rodzicow/

Maria Czarnecka, Ewa Kiedio, Zostały mi słowa miłości. Maria Hiszpańska-Neumann: życie i twórczość, Warszawa: Więź, 2019

https://maria-hiszpanska-neumann.pl/k_sw_michala.html

https://ewamaria.blog/2013/09/27/rajecka-und-andere/

Ravensbrück w twórczości Marii Hiszpańskiej-Neumann, IPN, 2025