Irena Krzywicka

Z Polkopedia
Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania

Agata Tuszyńska na Facebooku:

Irena Krzywicka
Irena Krzywicka, fot. nieznany, Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygnatura: 3/1/0/11/1580, Domena publiczna

Rodzina i dzieciństwo

Urodziła się na Syberii 28 maja 1899 roku. Irena Goldberg, córka zesłańca Stanisława Goldberga i Felicji Barbanel. Znana później jako Irena Krzywicka, gorszycielka. Rodzice wyjechali z Jenisiejska, kiedy miała dwa lata. Z tego okresu pochodzi jej pierwsze wspomnienie - much na ścianie. A zaraz potem brunatny niedźwiadek, Miszuk.

Pochodziła z “arystokratycznej” rodziny Abarbanelów, której początki sięgają XII wieku. Wygnani z Hiszpanii za sprawą inkwizycji, rozproszyli się po świecie i zgubili początkowe “A” w nazwisku. Dziadek Barbanel pracował w Warszawie jako agent giełdowy. Babka, Balbina z Baumritterów, trzymała twardą ręka dom, służące i czwórkę dzieci, z których najmłodsza, urodzona w 1873, Felicja, była matką Ireny.

Autorka “Pierwszej krwi” zawsze podkreślała, jak wiele jej zawdzięcza.

Matka

Fenia, zbuntowana i nieposłuszna, “nieudana”, jak mawiano w domu, bezustannie walczyła z matką. Nie nosiła gorsetu, co uznawano za szczyt nieprzyzwoitości, a wysoki kołnierzyk z fiszbinami miała stale rozpięty. Wychodziła sama na ulicę - o zgrozo! - bez obowiązującego wówczas towarzystwa “młodszej”. Chciała studiować, ale że kobiet na uniwersytet nie przyjmowano, ukończyła kurs dentystyki. Odrzucała wszystkie proponowane przez rodziców “partie”. A co gorsza, wdała się w działalność podziemną, czytała zakazaną literaturę: Mickiewicza, Marksa, Kautsky’ego i odwiedzała “socjałów” w ich mieszkaniach.

Miała śliczny uśmiech, zęby jak perły i nieopisany wdzięk, ale nos za długi i małe piersi. Mówiono, że jest za chuda i niekobieca. Emancypantka bez posagu - to nie wróżyło dobrze na przyszłość.

Poślubiła zakochanego w niej studenta medycyny, przystojnego i bez grosza, właściwie z poczucia odpowiedzialności, bo ledwie go lubiła. Rosyjski żandarm zatrzymał ich w bramie, kiedy wracali z tajnego spotkania socjalistycznego kółka. Podczas rewizji znaleziono nielegalną literaturę. Skończyło się pięcioletnia zsyłką “na osiedlenie” na Syberii. Pobrali się w więzieniu. Stach załamał się w śledztwie. Nie zostawiła go.

Stanisław Goldberg zmarł na gruźlicę w 1905 roku, już po powrocie, po kolejnym aresztowaniu. Felicja nie zaniechała działalności politycznej. Nocne najścia żandarmów stały się zmorą dzieciństwa Ireny.

Wychowano ją w tradycji patriotycznej, w kulcie powstań i romantycznej literatury. Felicja związała się niedługo później z Noe Portnoyem, jednym z przywódców żydowskiej socjaldemokratycznej partii Bund, ale kultura żydowska i język jidysz były jej obce. Obracała się w środowisku młodopolskich artystów, zaprzyjaźniła z kręgiem modernistycznej „Chimery” poety Zenona Miriama-Przesmyckiego. Córce podsuwała do czytania trzech wieszczów, “Ogniem i mieczem” i Żeromskiego, wiersze Kasprowicza i Tetmajera. “Deszcz jesienny” Staffa chętnie recytowały razem.

Matka Ireny z czasem porzuciła dentystykę i została nauczycielką. W 1909 roku wyszła drugi raz za mąż. Ze względu na zdrowie Ireny, również zagrożonej gruźlicą, i bezpieczeństwo Portnoya, stale nękanego przez ochranę, zamieszkali w Milanówku pod Warszawą. To otworzyło przed Ireną świat przyrody, od tego czasu i do końca niezwykle dla niej ważny. Nauczyła się nazywać po imieniu drzewa i kwiaty, obserwować owady i zwierzęta. Ich fizjologia była równie naturalnym elementem otoczenia jak wiersze, które czytała. Miała akwarium i terrarium, a jej lalki odgrywały tragedie Szekspira. W 1914 roku wrócili do Warszawy.

W ich domu na rogu Kruczej i Alej Jerozolimskich kultywowano sztukę rozmowy. Dyskutowano dużo, otwarcie i o wszystkim. W szkole chwalono Irenę jako jedyną, która bez chichotu mówiła o zapłodnieniu u roślin i zwierząt. Pierwsze chwalone wypracowanie napisała o śmierci własnego ojca. Felicja nie liczyła się z pieniędzmi, gubiła je lub rozdawała. Mogło nie być obiadu, ale zawsze starczało na cukierki. Trzymała w domu służące z nieślubnymi dziećmi, starała się pomagać w nauce biednym. Była szczodra i ciekawa świata.

Krzywicka uwielbiała matkę. Ale co zastanawiające, sama wyzwolona, Felicja wpoiła córce powściągliwość w sprawach seksu. Pierwszym mężczyzną Ireny był mąż, Jerzy Krzywicki. Po latach, na wpół żartobliwie, wspominała siebie z tamtego okresu jako „małomieszczańską i socjalistyczno-pruderyjną duszyczkę”. Ale to matka ustrzegła ją przed kompleksem żydowskim. „Jesteś Żydówką i co z tego? Nie różnisz się niczym od innych”. Antysemityzm, jej zdaniem, był godzien tylko pogardy lub litości.

Irena nie rozstawała się z matką praktycznie przez całe życie. „Babunia” towarzyszyła jej małżeństwu, narodzinom synów, jej wojennym losom i powojennym podróżom. Mieszkały razem do końca, do śmierci Feni w 1956 roku.

Przyroda

Irena Krzywicka, pisarka, feministka, bohaterka mojego “Długiego życia gorszycielki” wielbiła zwierzęta i pięknie o nich pisała. O życiu erotycznym białej kotki Wobicy, kolczastości jeża Tupka, czy zmartwieniach wiewiórki - Prezesa. O sporach drobiu w kurniku. Małżeństwach białych myszek. O ukochanej Indysi, która skończyła, jak jej kuzyni, w garnku. Najmniej lubiła psy. Wydawały się jej zbyt uczłowieczone, co traktowała jako wadę.

Wolała zwierzęta dzikie i półdzikie, do których zaliczała koty, żyjące własnym życiem – „zawsze tylko cząstką osobowości zwrócone do człowieka.” Zabawnie kpiła ze sloganu: „pies jest przyjacielem człowieka” – „tylko że ja, na szczęście, mam dość przyjaciół, z którymi w dodatku, co ma pewne znaczenie, można porozmawiać. Życie emocjonalne psa, tak piekielnie intensywne, jest często nużące dla otoczenia. Nie można ciągle kochać i tak bardzo kochać, niepodobna być bez przerwy tak namiętnie kochaną” - skarżyła się. I uśmiechała.

Jan Garewicz, filozof, kuzyn Krzywickiej tak o niej mówił:

“Jej dom miał ścisły związek z przyrodą. Irena szalenie lubiła pracę w ogrodzie, traktowała ją jako odpoczynek. Często przerywała pisanie i wybiegała na chwilę na zewnątrz, w chustce na głowie i w stroju stosownym do pielenia. Przywiązywała się do zwierząt. Miała węża, który ją odwiedzał i któremu się wystawiało regularnie miseczkę mleka. Miała wiewiórki, to już powojenna historia, wiewiórki, które dostawały ataków histerii, tak że nawet śpiewało się piosenkę: „Ruda Neurastenia, Ryża Psychastenia, Wełniana Histeria”. Były przed wojną dwa psy, psy wyjątkowo piękne i wyjątkowo głupie. I była słynna Wobica, biała kotka, puszczalska straszliwa, cała Podkowa była zapchana jej potomstwem, zresztą bardzo pięknym. Zdaje się, że Irena dbała o to, dostarczając wyłącznie rasowych samców. Była jeszcze sroka ze złamanym skrzydłem, która wyleczona przychodziła dalej, na specjalne kąpiele na talerzu. Miłości do zwierząt nauczyła swoich synów.”

Wiele z jej kotów nosiło imię Sienkiewiczowskiej drapieżnej pantery, płowej, usianej kasztanowatymi cętkami, z powieści “W pustyni i w puszczy”. Życie erotyczne Wobicy opisała przed wojną na pierwszej stronie „Wiadomości Literackich”, wywołując ogólne zgorszenie. Później również interesowała się żywo romansami swoich podopiecznych, a wszelkie rewelacje dotyczące ich życia płciowego przyjmowała z pokorą. Marynia, gosposia, zakomunikowała jej którejś zimy, że “z naszą świnią żyje pies lokatorów”.

„Bardzo mnie martwi łajdactwo Wobicy - pisała Irena Krzywicka jesienią 1951 w prywatnym liście - a jeszcze gorzej to, że poroniła i że będzie pewno bezpłodna”. W styczniu następnego roku: „Wobica jest niebywale po prostu piękna, często się zdarza, że po parę osób stoi przy naszym płocie i ją podziwia. Boję się, że ją w końcu ukradną, ale znów odkąd lata, ma futro olbrzymie jak niedźwiedź. Charakter, jak zawsze podły i obyczaje takież”.

Poetka, Joanna Kulmowa zapamiętała Prezesa: “Nie śmiem domyślać się, po jakim to prezesie otrzymała swoje miano wiewiórka płci męskiej, która zamieszkała u Krzywickich: był to potwór, który skakał po całym mieszkaniu, śmiecił i terroryzował wszystkich. Ale cóż, pani Irena czuła miętę do zwierzaków, na szczęście niebawem Prezes dostał rogów: na uszach wyrosły mu dwie ogromne kity, oznaka, że pan wiewiórka chce się żenić. Pewnego dnia Prezes wyruszył przez balkon w poszukiwaniu rudej żony”.

Wieloletni przyjaciel Ireny, pisarz, Kazimierz Brandys tak ją wspominał: “Są osoby, które tworzą wokół siebie życie. Dom Ireny Krzywickiej zawsze był ośrodkiem życia. I zawsze w tych domach byli ludzie, którym dopomogła, przygarnęła, wychowała. Zawsze ktoś, kto jej wiele zawdzięczał. I zwierzęta w tych domach Ireny. Koty, psy, ptaki, wiewiórka, lis i jeż oswojony w jej ogrodzie. Wspaniała kocica Wobo podobna do Brigitte Bardot i cesarza Franciszka Józefa. Cała świta ludzi i domowych stworzeń ciągnęła za Ireną”.

I nadal ciągnie. Kolejne pokolenia.

Zaangażowanie

Irena Krzywicka, pisarka, tłumaczka i feministka, którą znała cała przedwojenna Polska. - Występowała jako postać, która pozwala kobietom żyć wedle tego, co dyktuje im ich wola i ciało, jedna z najbarwniejszych postaci przedwojennej Polski.

Była uważana za skandalistkę z powodu swoich postępowych poglądów i romansu z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, z którym w 1931 roku otworzyła w Warszawie Poradnię Świadomego Macierzyństwa.

- Krzywicka zabłysła i świeciła najpiękniej i najjaśniej w Warszawie końca lat 20. i w latach 30. Miała 24 lata, kiedy poznała Jerzego Krzywickiego, który był wówczas już młodym adwokatem, synem wybitnego socjologa Ludwika (…). Krzywicka była po polonistyce i zadebiutowała, wydając swoje pierwsze opowiadanie. Zaczęła jasno świecić w środowisku artystycznym i literackim Warszawy. Najpierw jako żona Jerzego, a cztery lata później redaktor "Wiadomości Literackich" skierował ją do Boya-Żeleńskiego, żeby napisała rozmowę z nim - kontynuowała.

"Kiedy weszła do jego domu na Smolnej, stało się z nimi obojgiem coś dziwnego." Krzywicka to tak opisuje: "miłość, której nie można było się oprzeć". Mimo iż Boy był o 25 lat starszy i miał żonę, ona u progu swojego nowego, młodego małżeństwa i w ciąży. Która kobieta zdecydowałaby się na tego rodzaju związek i romans? Potrzebna była odwaga i konieczność spojrzenia sobie w oczy i także tym mężczyznom, ponieważ żadnego nie oszukiwała, a oni o sobie wiedzieli.

- Rok później namówiła Boya-Żeleńskiego, żeby wspólnie mogli pisać w "Wiadomościach Literackich". To był wspaniały artystyczny tygodnik, który w dwudziestoleciu był szeroko czytany. Tam prowadziła rubrykę pt. "Życie świadome", w której usiłowała wyjaśnić kobietom, ale nie tylko kobietom, co to znaczy płeć, jakie potrzeby ma ciało. Pisała nie tylko o zapobieganiu ciąży, ale też jako jedna z pierwszych w tym kraju o miłości homoseksualnej, twierdząc, że jeśli nie jest nikt do niej zmuszany, to jest to tak samo naturalna potrzeba jak każdy inny rodzaj miłości.+


Chochlik kulturalny na Facebooku:

28 maja 2025 roku: Sto dwadzieścia sześć lat temu urodziła się Irena Krzywicka, pisarka i publicystka, tłumaczka, propagatorka świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i edukacji seksualnej oraz tolerancji dla homoseksualizmu. Jedna z najbarwniejszych postaci Warszawy dwudziestolecia międzywojennego. Przez jednych wyklinana, nazywana bezwstydną gorszycielką uprawiającą "świniologię", bulwersująca swoimi reportażami (choćby z procesu Rity Gorgonowej), przez innych ceniona za odwagę i bezkompromisowość w dążeniu do obyczajowego wyzwolenia kobiet. Ukończyła elitarną szkołę dla panien (tolerancyjną, choć z problemami, wspominała w "Wyznaniach gorszycielki" o obrzydzeniu księdza do Żydówek), później polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Napisanej pracy doktorskiej nie obroniła z powodu konfliktu z promotorem. Była jedną z najpiękniejszych kobiet epoki, żoną adwokata Jerzego Krzywickiego, przez lata pozostawała jednocześnie w związku ze starszym o ćwierć wieku Tadeuszem Boyem-Żeleńskim (którego - wraz z jego żoną, ratowała przed histeriami innych kochanek). W Podkowie Leśnej wybudowała modernistyczną wille Szklany Dom - w jednym z jej pokojów urządziła pierwszą w miasteczku bibliotekę publiczną. Sama pisała głośne powieści ("Pierwsza krew", "Sekret kobiet"... ), tłumaczyła dzieła Dürrenmatta i Frischa, popularyzowała twórczość Marcela Prousta.

Była orędowniczką świadomego macierzyństwa, głośno postulowała konieczność edukacji seksualnej i dostępu do środków antykoncepcyjnych. Tłumaczyła, że kobieta ma prawo decydować o swoim ciele, poruszała więc najtrudniejsze tematy, z aborcją włącznie. Domagała się jej legalizacji, by ukrócić podziemie poronne, tak groźne dla życia kobiet, zwłaszcza wywodzących się z najbiedniejszych warstw społecznych. W 1931 r. wraz z Boyem pomogła otworzyć w Warszawie Przychodnię Świadomego Macierzyństwa, pewnie nieco za wcześnie, bo kobiety wstydziły się wówczas prosić o pomoc we "wstydliwych" sprawach. Klinika upadła. Mimo to Krzywicka wciąż walczyła z uprzedzeniami i kołtuństwem. Homoseksualizm określała jako absolutnie naturalną formę instymktu płciowego, odwróconą w podobny sposób jak leworęczność. Jako "wyzwolona" stała się z miejsca obiektem ataków prawicy, uznającej ją za skandalistkę szkodzącą narodowi. Była nieustannie krytykowana przez prasę, księży, także przez kolegów po piórze.

Jako Żydówka w czasie II wojny światowej znajdowała się na liście osób do likwidacji. Ukrywała się pod nazwiskiem Piotrowska. Straciła męża, jednego z synów, także Boya... Tuż po wojnie była attaché kulturalnym przy ambasadzie polskiej w Paryżu, później - już w kraju - pisała recenzje teatralne, została radną, w latach pięćdziesiątych prowadziła niezwykle popularny salon literacki, bodaj ostatni w takim stylu. Pogubiła się nieco ideologicznie, wychwalając narzucony zza wschodniej granicy system. Wraz z synem wyjechała do Szwajcarii, później do Francji. W 1992 r,, na dwa lata przed śmiercią, opublikowała swoją najsłynniejszą książkę "Wyznania gorszycielki". Przyjaciółka Skamandrytów, kobieta, którą malował Witkacy, za którą wznoszono hasła w stylu "Chrońmy dzieci przed Krzywicką", zmarła w lipcu 1994 r. mając dziewięćdziesiąt pięć lat, mocno skonfliktowana z synową. Podobno po jej śmierci na drzwiach szafy znaleziono napis: Zabiła mnie moja synowa. Ponad dwie dekady później stała sie jedną z bohaterek wybitnego spektaklu Teatru Żydowskiego "One same" (w reżyserii Karoliny Kirsz, zagrała ją z fajerwerkami Alina Świdowska).

Linki i literatura

„Krzywicka. Długie życie gorszycielki”, Wydawnictwo Literackie: https://www.wydawnictwoliterackie.pl/produkt/3857/krzywicka

https://jedynka.polskieradio.pl/.../3384819,Irena...