Halina Rometzki

Z Polkopedia
(Przekierowano z Halina Romecki)
Jump to navigation Jump to search
Halina Rometzki
Halina Rometzki w Berlinie, wszystkie zdjęcia z archiwum rodziny Rometzki

Autorka artykułu: Ewa Maria Slaska

Halina Rometzki / Halina Romecki / Halina Romecka, aktywistka polonijna w Berlinie.

Uwaga, zgodnie z informacjami podanymi przez synów Haliny Romeckiej, zniemczenie nazwiska nie było decyzją Haliny, lecz tak właśnie po przyjeździe do Niemiec cała rodzina zapisana została w księgach meldunkowych przez niemiecki urząd.

Materiałów do napisania artykułu na temat Haliny Rometzki dostarczyły rozmowy, jakie Ewa Maria Slaska przeprowadziła z Bronisławą Karkos, Iloną Kehler i rodziną Haliny Rometzki, dwoma synami, Markiem i Pawłem, i ich żonami latem 2018 roku.

Bronisława Karkos była do niedawna przewodniczącą oddziału berlińskiego Związku, następczynią Haliny Rometzki. Ilona Kehler była jej zastępczynią, a jej ojciec znał Halinę Rometzki jeszcze z czasów, gdy sam się aktywnie udzielał i w Związku, i w Polskim klubie Olimpijskim w latach 80. Z tych wszystkich rozmów wyłania się Halina jako człowiek. Była osobą bardzo znaną w środowisku Polonii berlińskiej, przede wszystkim jako przewodnicząca oddziału berlińskiego Związku Polaków w Niemczech i współzałożycielka Polskiego Towarzystwa Szkolnego Oświata.

Otrzymała trzy ważne odznaczenia, przyznawane Polakom za granicą i Polakom w Niemczech: Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Odrodzenia Polski (1996), Złotą Odznakę Związku Polaków w Niemczech (1997) i medal Komisji Edukacji Narodowej (2010).

Dzieciństwo i młodość

Halina, jej siostra Ewelina i ich brat
Halina, jej siostra Ewelina i ich brat, Cezary Józefiak

Halina Józefiak urodziła się 26 sierpnia 1926 roku w Łodzi, zmarła 30 stycznia 2017 roku w Berlinie.

Rodzina była skromnie sytuowana, ojciec był pracownikiem komunikacji tramwajowej, mama przez jakiś czas prowadziła kiosk, ale ze względów zdrowotnych przez większość czasu przed wojną była gospodynią domową. Rodzina żyła biednie, ale pogodnie. Zachowane fotografie pokazują szczęśliwych rodziców i trójkę wesołych dzieci, dwie siostry i brata. Brat, Cezary Józefiak, profesor ekonomista, jest zresztą postacią bardzo znaną. Był senatorem I kadencji i członkiem Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998-2004.

Wojna

Od roku 1941, kiedy skończyła 13 lat aż do końca II wojny światowej, Halina była robotnicą przymusową. Skończył się czas nauki szkolnej. Po dwóch łapankach - jednej w mieszkaniu, drugiej na ulicy - z których Halinie udało się szczęśliwie wydostać, najpierw ona, a potem jej młodsza siostra, Ewelina, już w wieku 13-14 lat zgłosiły się do pracy. Halina pracowała najpierw jako posługaczka w niemieckiej knajpie w swoim rodzinnym mieście. Wychodziła do pracy o świcie, szorowała podłogi, wynosiła kubły śmieci, zmywała. Kradła chleb dla rodziny. Potem została robotnicą w zakładach Telefunkena w Łodzi, a gdy w roku 1944 zakłady przeniesiono w głąb Niemiec - w Ulm nad Dunajem. Do Ulm, dokąd została deportowana wraz z młodszą siostrą, wywieziono łącznie dwa tysiące robotników.

Mówiąc o tej pracy, Halina opowiadała o epizodzie, który wydarzył się tuż po przyjeździe do Niemiec, gdy przymusowi polscy pracownicy byli przydzielani do "bauerów"; mieli u nich pracować, aż do ukończenia budowy fabryki Telefunken. Robotnicy siedzieli na dworcu, byli głodni, wystraszeni i wtedy, jak to opowiedziała Halina, "zjawił się Anioł; zostaliśmy zaproszeni do domu, dostaliśmy chleb i zupę. Ludzie, którzy nas ugościli, płakali, że takie dzieci wywieziono. Był to jednak wyjątkowy wypadek w owych czasach".

Halina i Ewelina po wojnie, w Ulm; w tle koszary, w których byli zakwaterowani pracownicy Telefunkena
Halina i Ewelina po wojnie, w Ulm; w tle koszary, w których byli zakwaterowani pracownicy Telefunkena

Gdy fabryka Telefunkena była gotowa, porozdzielani po okolicznych wsiach robotnicy, zostali skierowani do pracy. Mieszkali w Kaserne Wilhelmsburg. Praca była ciężka, ale na szczęście nie mordercza - była to jednak praca techniczna i odpowiedzialna. Mimo to robotnicy głodowali, marzli w nieogrzewanych pomieszczeniach W koszarach często psuły się sanitariaty, pracownicy musieli wychodzić w zimie za potrzebą poza mury koszar. Podczas bombardowań alianckich, następujących przeważnie w godzinach nocnych, musieli się kryć w lodowatych piwnicach.

Wielkim przeżyciem był dla Haliny Rometzki wyjazd do Ulm w roku 1986. Była to duża akcja, nazwana "Die 2. Reise nach Ulm - Druga podróż do Ulm". Zaproszono byłych robotników przymusowych i przyjęto ich tam ze wszelkimi honorami. Zasługą Haliny było doprowadzenie do tego, że w roku 2009 inicjatorzy tej akcji zostali odznaczeni wysokimi polskimi odznaczeniami.

Halina twierdziła, że "upamiętnienie złej przeszłości powinno dać poznanie prawdziwej historii i doprowadzić do zgody i porozumienia". Wpisała to zdanie do księgi pamiątkowej wystawy o martyrologii działaczy mniejszości polskiej w Niemczech podczas II wojny światowej. Wystawa została zorganizowana w roku 2009 w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen koło Berlina. Celem wystawy było przypomnienie prześladowań mniejszości polskiej w Niemczech w okresie III Rzeszy, pokazanie losów ludzi, dotkniętych represjami. Przypomniano też, że prześladowanie działaczy Związku Polaków w Niemczech zaczęło się już w sierpniu 1939 roku. W pierwszych tygodniach wojny Niemcy aresztowali około 2000 Polaków, którzy trafili do obozów koncentracyjnych, została też zakazana działalność organizacji polskich, a ich majątek został skonfiskowany. Kuratorzy wystawy piszą, że tym samym działaczy organizacji polskich należy uznać za pierwsze ofiary Il wojny światowej. Losy Haliny zostały też pokazane w roku 2010/2011 w Muzeum Żydowskim w Berlinie, na wystawie o pracy przymusowej.

Po wojnie

Ulm wyzwolili Amerykanie. Część robotników Telefunkena postanowiła zostać na Zachodzie, ale Halina i jej siostra wróciły do domu. Halina skończyła w Łodzi wieczorową szkołę pielęgniarek, a potem rozpoczęła pracę w szpitalu, gdzie poznała przyszłego męża, Mariana Romeckiego, z zasłużonej rodziny Żydów łódzkich. Jego dziadkiem był pedagog, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Badań nad Dziećmi, Abraham Szwajcer. Podjął starania, realizowane wspólnie ze Stefanem Kopcińskim, wprowadzenia obowiązku szkolnego dla wszystkich dzieci, co w praktyce oznaczało starania, aby objąć przymusem szkolnym dzieci z biednych rodzin. Również syn Abrahama, Maurycy, byt pedagogiem. Jego syn, Marian, mąż Haliny, nie kontynuował jednak tradycji rodzinnej. Opuścił szkołę, wyjechał do Lille we Francji, gdzie studiował włókiennictwo. Tuż przed wojną wrócił do Polski. Wojnę przeżył dzięki ucieczce na Wschód, do Rosji. Był na Uralu, gdzie pracował przy budowie kolei i gdzie nabawił się ciężkich chorób. Wrócił z armią kościuszkowców. Wskutek chorób nabytych na Syberii trafił do szpitala i tak się poznali z Haliną.

W roku 1948 Halina i Marian wzięli ślub, w roku 1949 urodził się starszy syn, Marek, który został architektem, w roku 1952 Paweł, który został lekarzem internistą.

Halina Józefiak i Marian Romecki
Halina Józefiak i Marian Romecki

W roku 1957 Halina i Marian Romeccy, korzystając z gomułkowskiej odwilży, wyjechali z Polski do Izraela. Zamieszkali w obozie dla imigrantów. Podobno zapytano ich, do którego obozu chcą pojechać, a Halina odpowiedziała, że jest pielęgniarką i chce jechać tam, gdzie jest szpital. Posłano ich do obozu niedaleko Cezarei, lecz okazało się, że nie ma tam żadnego szpitala, a sama Cezarea leży od setek lat w gruzach i jest zabytkiem archeologicznym. Wkrótce jednak Halina rzeczywiście rozpoczęła pracę w największym szpitalu w Izraelu - Tel HaShomer w Ramat Gan koło Tel Avivu. Rodzina zamieszkała koło szpitala. Była to bardzo dobra praca, a atmosfera w szpitalu była serdeczna i koleżeńska. Halina i chłopcy szybko nauczyli się hebrajskiego. W ogóle trzeba powiedzieć, że mimo iż to mąż był Żydem, to jednak to Halina i synowie lepiej się zaadaptowali do życia w nowym kraju niż Marian Romecki. Marian chciał wracać do Europy.

W roku 1966 wyjechali więc, najpierw Halina z młodszym synem do Plettenbergu, gdzie Halina dostała pracę, potem Marian, a dopiero w cztery lata później, w roku 1970 - Marek, który ukończył w Izraelu szkołę i wyjechał dopiero po maturze i trzyletniej służbie wojskowej. Przyjechał już do Berlina, gdzie w roku 1967 przenieśli się rodzice i brat.

W Niemczech nazwisko Romecki/Romecka/Romeccy przybrało nieodmienną i zniemczoną formę Rometzki, tak zapisali to urzędnicy. Halina rozpoczęła pracę w Jüdisches Krankenhaus w Berlinie.

Związek Polaków w Niemczcech

Halina w gronie pracowników szpitala w Izraelu
Halina w gronie pracowników szpitala w Izraelu

W roku 1970 Halina i Marian Rometzki zapisali się do Związku Polaków w Niemczech. We wspomnieniu pośmiertnym o matce Marek Rometzki napisał, że Halina i Marian poszukiwali kontaktu z językiem polskim, ale też liczyli na to, że dzięki przynależności do Związku będą mogli odwiedzać Polskę. Niestety okazało się to mrzonką. Marian zmarł w roku 1981 i nigdy nie udało mu się odwiedzić kraju. Halina Rometzki do roku 1990 nie uzyskała prawa przyjazdu do Polski, choćby na kilka tygodni - w ciągu całego pobytu na emigracji od roku 1957 do roku 1990 tylko trzykrotnie uzyskała zgodę na przyjazd do kraju, za każdym razem na trzy dni - raz, gdy odwoziła do domu chorą matkę i dwa razy po śmierci obojga rodziców. Zmieniło się to dopiero wraz ze zmianami politycznymi po 1989 roku.

Synowie wyprowadzili się z domu, Halina owdowiała. Gdy wstąpiła do Związku, prezesem Oddziału Berlin był Józef Kulla. Po śmierci męża Halina zaczęła się intensywniej angażować w pracę Związku. Pełniła funkcję sekretarza Oddziału, a potem została przewodniczącą Oddziału Berlin.

Do czasu zmian politycznych w Polsce Związek był dla Polaków w Niemczech ojczyzną. Był ważny i skupiał jeśli nie wszystkich Polaków, to jednak wielu. Swego czasu były w Berlinie nawet dwa oddziały Związku - na Charlottenburgu i w Neukölln, a każdy liczył po kilkuset członków.

Niewątpliwie znaczenie Związku, jako organizacji zastępującej Polskę lub ułatwiające kontakty z Polską, zdecydowanie zmalało po roku 1989. Związek musiał się na nowo określić i w tym przełomowym okresie działała Halina. Teraz chodziło przede wszystkim o to, żeby wykorzystać w interesie Polaków w Niemczech otwierające się możliwości związane z nową sytuacja polityczną i nowymi stosunkami polsko-niemieckimi.

Halina w Izraelu
Halina w Izraelu

Halina zawsze przypominała, że jest Polką, ale jednocześnie obywatelką niemiecką. Podkreślała, że powinniśmy uznawać obowiązki jako obywatele Niemiec, ale, oczywiście, mamy prawo przyjmować też wynikające z tego faktu przywileje. Osobiście nie miała nigdy żadnych kompleksów z powodu tego, że była Polką, co na przykład w okresie, gdy rodzina przyjechała do Niemiec było bardzo rzadkie.

Halina jako przewodnicząca Oddziału Berlin brała żywy udział w życiu społecznym i kulturalnym Polonii berlińskiej, utrzymywała bliskie kontakty z ambasadą polską, z przedstawicielami Senatu berlińskiego, z politykami niemieckimi i polskimi, brała udział w organizowaniu imprez kulturalnych, była w kontakcie ze szkołami, uczącymi język polski. Gdy zrezygnowała z tej funkcji w roku 1995, otrzymała dożywotni tytuł honorowego prezesa Oddziału Berlin Związku Polaków w Niemczech. W roku 1997 przyznano jej Złotą Odznakę Związku Polaków w Niemczech.

W kwietniu 1996 roku Halina Rometzki otrzymała Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Po odejściu Haliny z funkcji przewodniczącej Oddziału Berlin ujawniły się coraz wyraźniej konflikty w Związku Polaków w Niemczech. Kontrowersje dotyczą przede wszystkim celów Związku. Halina bardzo nad tym ubolewała, nie miała już jednak wpływu na przebieg tych dyskusji.

Halina i synowie w Izraelu
Halina i synowie w Izraelu

W roku 2010 Halina zorganizowała w ratuszu berlińskim wielki koncert na rzecz powodzian pod patronatem ówczesnego burmistrza - Klausa Wowereita. Wśród uczestników byli między innymi słynni Filharmonicy Berlińscy. Był to jej ostatni społeczny czyn. Miała wtedy 83 lata!

Oświata

W latach osiemdziesiątych, gdy do Berlina przy była olbrzymia fala emigrantów z Polski, nauczanie języka polskiego odbywało się początkowo w kościele polskim, mającym wówczas swą siedzibę na Felixstrasse w dzielnicy Tempelhof. Wkrótce przestało to jednak wystarczać i w drugiej połowie lat 80. berliński Oddział Związku Polaków w Niemczech rozpoczął trudną batalię o reaktywowanie przedwojennego Towarzystwa Szkolnego „Oświata". W tę sprawę zaangażowały się przede wszystkim następujące osoby: przewodniczący - Zygmunt Wesołowski, bracia Stefan i Zbigniew Baczewski, Halina Rometzki, Edward Dudkiewicz i Wojciech Soczówka. Ich wysiłki zostały uwieńczone sukcesem. Uroczysta inauguracja pierwszego roku szkolnego odbyła się 11 października 1988 roku. Halina Rometzki od tego momentu nieprzerwanie towarzyszyła nauczycielom i uczniom Oświaty, wspierając działania Towarzystwa. Wystawiono jej legitymację Towarzystwa z numerem 2 i do końca życia była członkinią Oświaty.

Halina i jej koleżanki podczas uroczystości polonijnej
Halina i jej koleżanki podczas uroczystości polonijnej w Berlinie

Wzruszające były, zapisał Ferdynand Domaradzki, wówczas działacz Oświaty, dziś przewodniczący Polskiej Rady, Związku Krajowego w Berlinie, spotkania Haliny Rometzki z najmłodszym pokoleniem Polaków, z uczniami, z którymi rozmawiała o potrzebie mądrej dumy narodowej, konieczności pamiętania o swoich korzeniach i zgłębianiu historii, gdyż tylko wiedza o przeszłości może uchronić narody przed kolejnymi cierpieniami. Dlatego wspierała dążenia tych organizacji polskich i polonijnych, które chciały, by w Berlinie powstało centrum, upamiętniające martyrologię Polaków.

Był to oczywiście temat kontrowersyjny. Byli tacy, którym zależało na upamiętnieniu martyrologii, ale nowa Polonia wolała, by powstało centrum przypominające rolę Polaków w historii tego miasta, twierdząc, że martyrologia nie jest motywem, wokół którego w II Tysiącleciu powinna się ogniskować pamięć o Polakach. Podobnie jak Niemcy nie powinni koncentrować pamięci o wojnie na wypędzeniach, jak tego chciała Eryka Steinbach.

Halina Rometzki bardzo intensywnie zaangażowała się w protest przeciwko Eryce Steinbach.

... brak jest w Niemczech, napisała w liście otwartym Halina Rometzki, pomimo licznych ku temu dążeń, niezależnego miejsca pamięci i dokumentacji, w którym by przedstawiono i unaoczniono niemieckiej ludności związane z wydarzeniami wojennymi, bolesne doświadczenie narodu polskiego, narodu najbardziej pokrzywdzonego spośród wszystkich okupowanych narodów przez III Rzeszę. Takie miejsce pamięci mogłoby się przyczynić do niezbędnego, większego zrozumienia historycznych faktów wśród ludności niemieckiej oraz stanowić przyczynek do osiągnięcia deklarowanego przez wszystkie strony celu pojednania między oboma narodami.

W nawiązaniu do powyższego, wyrażam życzenie, że zrozumienie potrzeby stworzenia takiej placówki - miejsca pamięci i dokumentacji polskiej martyrologii z okresu II wojny światowej - w centrum Berlina w konsekwencji doprowadzi w najbliższej przyszłości do jej utworzenia.

Centrum martyrologii nie powstanie, ale w listopadzie 2017 roku ogłoszony został projekt wzniesienia pomnika polskiej martyrologii w Berlinie na placu Askańskim, naprzeciwko Centrum Wypędzeń. W stolicy Niemiec, napisał polski historyk Krzysztof Ruchniewicz, ma stanąć pomnik zgodny z aktualnymi potrzebami. Projekt znalazł ważnych zwolenników i inicjatorów niemieckich, w tym byłą przewodniczącą Bundestagu, Ritę Sismuth. Dziennikarz Rzeczpospolitej, Piotr Jendroszczyk skomentował decyzję podjętą przez Bundestag niemiecki w październiku 2020 roku: Od pojawienia się pierwszego niemieckiego projektu upamiętnienia polskich ofiar drugiej wojny do decyzji Bundestagu w tej sprawie mijają trzy lata. Poprzedzały go polskie propozycje miejsca narodowej martyrologii w Berlinie. Trzy lata to w sumie niewiele, biorąc pod uwagę, że inicjatywa pomnika Pomordowanych Żydów Europy w pobliżu Bramy Brandenburskiej musiała czekać na realizację niemal dwie dekady. (...) Koncepcja polskiego miejsca pamięci ma zostać opracowana przez niemieckich ekspertów przy współpracy z zasłużonym dla rozwoju polsko-niemieckich relacji Niemieckim Instytutem Spraw Polskich w Darmstadt.

Szczęście do ludzi

Halina zawsze mówiła, że miała szczęście w kontaktach z ludźmi. I to się zaczęło już podczas wojny. Gdy Telefunken przeniósł się do Ulm, zanim fabryka rozpoczęła pracę, przywiezionych z Łodzi pracowników wysłano do pracy "do bauerów", czyli okolicznych gospodarstw wiejskich. Halina opowiadała synom, że ją i jej siostrę Ewelinę przydzielono do dwóch rodzin. Halina trafiła do starszych ludzi, których synowie byli na froncie, Ewa do rodziny z córką inwalidką na wózku. Gospodarze zabrali dziewczyny z dworca, dali im taczkę, by mogły przewieźć walizki, po drodze użalili się nad losem tych młodych dziewczyn, wywiezionych tak daleko od domu rodzinnego, popłynęły nawet łzy. Odprowadzał je starszy policjant, który po jakimś czasie sam tę ich taczkę pchał. I, jak mówiła Halina, w jakimś momencie też miał łzy w oczach. Halina ze swoimi "bauerami" jadła przy wspólnym stole, co było wówczas zabronione. To byli dobrzy ludzie.

Gdy dziewczęta znalazły się wreszcie w fabryce w Ulm, otoczył je opieką znajomy majster, łódzki Niemiec, który przydzielał prace. Chronił je, dawał im na przykład swoje skarpety do cerowania, wynagradzając je kartkami na jedzenie. Skarcił Halinę gdy ją przyłapał z niedozwolonym papierosem, zgniótł go butem na podłodze, pytając po polsku, co by na to powiedzieli jej rodzice, którzy czekają w Łodzi na powrót dzieci.

Gdy przyszli Amerykanie, role się odwróciły. Teraz Halina i Ewa otaczały opieką "swojego majstra", podrzucając mu jedzenie z paczek UNRY. Gdy Romeccy przyjechali do Niemiec, Halina go odszukała i spotykali się z nim i z jego rodziną przez wiele lat.

Ostatnie lata

Halina i Marian mieszkali na Weddingu. W roku 2004 Halina, już od wielu lat wdowa, przeniosła się do Domu dla Seniorów Caritasu przy Winterfeldplatz. Gdy w roku 2012 przeszła ciężki wylew, nie mogła już mieszkać sama i zamieszkała w Domu Opieki St. Josef na Schönebergu. Była sparaliżowana, ale umysł nadal miała żywy i sprawny. Przez cały ten czas utrzymywały z nią kontakt koleżanki ze Związku, które ją regularnie odwiedzały.

Dr Peter Kroh, Łużyczanin, znawca problematyki mniejszościowej, autor książki Minderheitenrecht ist Menschenrecht. Sorbische Denkanstöße für die politische Kultur in Deutschland und Europa, napisał list do Haliny, w którym wspomina ich spotkanie w Muzeum - Miejscu Pamięci Sachsenhausen.Pozostaje mi Pani w pamięci, pisze Kroh, jako kobieta fizycznie mała, ale politycznie i duchowo - wielka. Z wielką odwagą poruszyła Pani w swym wystąpieniu te sprawy, które w stosunkach polsko-niemieckich nie są w porządku. Cieszę się, że mogłem Panią poznać. Mam nadzieje, że mimo wielkiego cierpienia, zachowa Pani optymizm.

Tak, niewątpliwie była silna, waleczna, wielka duchem. Rodzina podkreśla również, że była osobą kochającą, wielkiego serca, otwarta. Rodzina, synowie, wnuki, prawnuki, stanowiły dla niej cały świat. Kochała ludzi i ludzie ją kochali. Szczególnie serdecznymi uczuciami darzyła młodych ludzi. Ceniła ich pomysły, ich energie, ich odmienność. Sama też była pełna energii. Powerfrau, jak mówią synowe Haliny. Jedna z nich jest Niemką i nie mówi po polsku. Obie na przemian mówią więc po niemiecku:

Sie war eine energiegeladene, ganz herzliche Dame, eine Powerfrau. (Była pełna energii, serdeczna, silna)

Ein Glück so eine Schwiegermutter gehabt zu haben. Eine Dame war sie bis zum Schluss. Sie hatte so viel Ausstrahlung. (To szczęście mieć taką teściową. Była damą do samego końca. Promieniowała.)

Sie war gern im Mittelpunkt, aber nie auf Kosten von Anderen. (Była chętnie w centrum zdarzeń, ale nigdy kosztem innych.)

Sie ist immer auf Leute zugegangen. Sie verfügte über so viel Humor. (Zawsze garnęła się do ludzi. Miała wielkie poczucie humoru)

Synowie dodają jeszcze, że była pracowita i energiczna, samodzielna, nawet w bardzo podeszłym wieku.

W międzyczasie dzwoni telefon, Paweł odbiera komórkę. Telefon wideo. Na ekranie pokazuje się brodaty, ciemnowłosy mężczyzna w średnim wieku. Dzwoni z Izraela. Poznał Halinę jeszcze sam będąc dzieckiem.

Sag mal, mówi Paweł, wie war meine Mama? (Powiedz, jaka była moja mama?)

Jego rozmówca rozpromienia się: Eine liebvolle Frau, ein grosses Herz. (Kochana kobieta, wielkie serce)

To ciekawe, bo wiele osób w Berlinie jest zdania, że Halina była niezwykle wymagająca i surowa w kontaktach zawodowych i w działaniach społecznych. Rodzina się zgadza. Tak, była perfekcjonistką i zawsze miała wielkie cele. Była w ich realizacji stanowcza. Stale coś robiła, wciąż szukała nowych projektów. Chciało się jej. No i była osobą dominującą. To mogło niekiedy niektórych drażnić, a może nawet ranić.

Czy była optymistką?, jak to napisał dr Peter Kroh.

Tak, odpowiadają cztery osoby naraz, po polsku i po niemiecku. Była pełna pozytywnej energii i optymizmu.

Umarła wskutek drugiego wylewu 30 stycznia 2017 roku. Zostawiła dwóch synów, czworo wnuków i dziewięcioro prawnuków. Miała 90 lat.

Ocalić od zapomnienia

Synowie Haliny zakończyli swoje wspomnienie o matce, wygłoszone podczas ceremonii pożegnalnej, wierszem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Ile razem dróg przebytych?

lle ścieżek przedeptanych?

lle deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami?

lle listów, ile rozstań,

ciężkich godzin w miastach wielu?

I znów upór, żeby powstać

i znów iść i dojść do celu.

lle w trudzie nieustannym

wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?

lle chlebów rozkrajanych?

Pocałunków? Schodów? Książek?

Oczy twe jak piękne świece,

a w sercu źródło ich promienia.

Więc ja chciałbym twoje serce

ocalić od zapomnienia.

U twych ramion płaszcz powisa

krzykliwy, z leśnego ptactwa,

długi przez cały korytarz,

przez podwórze, aż gdzie gwiazda

Wenus

A tyś lot i górność chmur

blask wody i kamienia.

Chciałbym oczu twoich chmurność

ocalić od zapomnienia.

Linki

https://issuu.com/dar_on/docs/magazyn_polonia_nr_10_11

https://www.rp.pl/historia/art451201-w-berlinie-powstanie-pomnik-polskich-ofiar-ii-wojny-swiatowej